Działalność naukowa i publicystyczna /

Teologiczno-biblijny wymiar cierpienia. Człowiek - Religia - Zdrowie

Teologiczno-biblijny wymiar cierpienia. Człowiek - Religia - Zdrowie

poniedziałek, 08-11-2010 | autor: Ks. Bp Stanisław Stefanek | Referaty

Biskup Stanisław STEFANEK TChr

  Międzynarodowa Konferencja Naukowa Człowiek – Religia - Zdrowie

Instytut Medyczny im. Jana Pawła II
Szczecin – Dziwnów, 8 listopada 2010 r.

Teologiczno – biblijny wymiar cierpienia

 

  1. Wprowadzenie – źródła opracowań.

Bardzo serdecznie pozdrawiam Ekscelencję, Magnificencję i wszystkich Uczestników konferencji.

Chciałem rozpocząć moje wystąpienie jeszcze jednym wstępem, chciałbym dać świadectwo. Tak Pan Bóg zrządził, że od 35 lat współpracowałem z drugim Biskupem Szczecińskim, Księdzem Arcybiskupem Kazimierzem Majdańskim, a 30 lat temu przyszedłem do Szczecina jako jego biskup pomocniczy. Byłem wielokrotnie świadkiem rozmów w dwóch środowiskach na tzw. Górce, czyli Palazzo Apostolico – byliśmy zaproszeni do stołu Jana Pawła II. To było jedno miejsce konferencji, a drugie przy ul. Piotra Skargi 30. W tych dwóch miejscach często podnoszony był problem, który dokładnie dzisiaj wyjaśnił Pan Rektor Przemysław Nowacki. Ojciec Święty zwykle pytał delikatnie, a Jego sekretarz Stanisław Dziwisz mocniej, Biskupa, potem Arcybiskupa K. Majdańskiego: „Skoro budujecie interdyscyplinarny program studiów nad rodziną, to gdzie medycyna?”. Oczywiście, jeden z zakładów: biomedyczne aspekty rozwoju człowieka - to za mało. Musi dojść do bardzo bliskiego, kompatybilnego komunikowania akademickiej medycyny i medycyny stosowanej z całą troską o człowieka i to właśnie w duchu personalizmu, o którym już wspomniał Ksiądz Profesor Jan Zimny, moderator sesji. Oczywiście, tamte inicjatywy programu pastoralnego w stosunku do całego świata znalazły urzeczywistnienie w Instytucie, który powołał Jan Paweł II, który w tej chwili funkcjonuje w swoich niezależnych już placówkach na całym świecie. To jest Instytut na Lateranie, potem usamodzielniony. Doszło tam do bardzo dobrej współpracy z zespołami klinik.

Nawiązuję do słów Pana Rektora Seweryna Wiechowskiego. Wczoraj Pan Rektor powiedział, że „my tutaj dopiero zaczynamy”, a ja jestem przekonany, że to, co obserwowałem podczas wspomnianych dyskusji, nie było jeszcze tak dopracowane, jak program szczecińskiej współpracy i program tej konferencji. To jeden wymiar świadectwa, które chciałbym dzisiaj wypowiedzieć. Tak czasem do Ojca Kazimierza (Arcybiskupa K. Majdańskiego), bo tak go tytułuję, mówię: Ojcze widzisz, byłeś cierpliwy i masz w Szczecinie Instytut Medyczny.

Drugie środowisko, które omawiało ten temat – to medycyna uniwersytecka. Pan Rektor S. Wiechowski jest lepszym świadkiem niż ja, bo częściej te tematy poruszał. Pan Rektor raz uczył mnie tak długo, jak długo „Chrobry” z Warszawy do Szczecina biegnie. Wracał z konferencji, z Ministerstwa, i całą drogę tłumaczył mi, jakie będą nowe struktury organizacyjne medycyny. Niewiele pojąłem, ale trochę pamiętam i myślę, że w profesorskiej głowie już wtedy wszystko było jasno poukładane. Jeśli profesorskie głowy dojdą do głosu „politycznego”, to i dla nas pacjentów nastaną lepsze czasy.

Otóż Biskup Kazimierz Majdański troszczył się bardzo o dwie rzeczy w tej przestrzeni. Po pierwsze: Szczecin musi być pełnym ośrodkiem uniwersyteckim we wszystkich wymiarach. Przecież nie byłoby mowy o Uniwersytecie Szczecińskim, gdyby nie te „schadzki” na Piotra Skargi i nigdy pierwszy sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej nie stanąłby na czele zespołu założycielskiego. Gdy decydenci dowiedzieli się, że poważni profesorowie, członkowie Szczecińskiego Towarzystwa Naukowego, u biskupa (przy herbacie) mówią o uniwersyteckości w ogóle, a zwłaszcza w Szczecinie, to szybko uruchomili własne siły i szczęśliwie doszli do bardzo dobrych wyników. Biskupa Szczecińsko – Kamieńskiego, Kazimierza Majdańskiego, zaś uhonorowali jako pierwszego tytułem Doktora Honoris Causa.

W tamtym czasie były to raczej marzenia, ale były i bardzo jasne przesłania. Pamiętam, jak uczył nas wtedy Ksiądz Biskup K. Majdański. Otwierał mapę i mówił: Tu jest Berlin, tu Gdańsk, a tu Poznań i Bałtyk. A co ze Szczecinem? Tu musi być mocny zwornik. To właśnie – mówię do Księdza Andrzeja, dyrektora Instytutu - jakby tak dobrze pomyśleć, to rondo w Dziwnówku, gdzie się rozchodzą drogi, to jest właśnie taki punkt strategiczny. Także my tu jesteśmy blisko ronda i bardzo dobrze, że w tym miejscu została zlokalizowana ta narada.

Powiedziałem to Państwu na początku, bo przyznam się, że bardzo mnie ucieszyły pierwsze sygnały o organizowaniu tej konferencji. Zgodziłem się nawet na to, że moje wystąpienie będzie nazywało się wykładem inauguracyjnym. Przecież taki wykład powinien wygłosić jakiś poważniejszy specjalista. Zgodziłem się, bo jestem po prostu świadkiem.

            Po tym przedłożeniu przechodzę do meritum mego wystąpienia.

 

  1. Cierpienie człowieka widziane z perspektywy antropologii filozoficznej.

Najpierw cierpienie w takim ujęciu, którego nie może pominąć żaden człowiek, niezależnie od tego, na jakim poziomie funkcjonuje intelektualnie i niezależnie od tego, jaką wiedzą dysponuje. Jest to rzeczywistość współistniejąca z człowiekiem. I to trzeba przyjąć jako pierwsze założenie: w jakimś wymiarze rzeczywistość współistotna z człowiekiem. Na końcu powiem o pewnej próbie wyrwania się spod tej rzeczywistości, ale ta próba jest myśleniem utopijnym, my wolimy realizm naszego rozumienia.

Po drugie: cierpienie jest bardzo ciekawą propozycją w stosunku do człowieka, ponieważ jest to zaproszenie, a nawet skazanie człowieka na to,  żeby przekroczył samego siebie, żeby przerastał siebie w tych najzwyklejszych sprawnościach, o których on myśli, że są jedyne, że są graniczne, a okazuje się, że są tylko pewnym etapem. Gdyby nie cierpienie to medycyna nie angażowałaby się tak bardzo w swoich poszukiwaniach. To jest motor badań, motor poszukiwań, motor odkryć. I gdyby nie cierpienie, człowiek nie miałby szansy przekraczania również swoich, dosyć niekiedy ograniczonych, zachowań.

Po trzecie: cierpienie jest własnością osoby. I tu już przechodzimy na teren zapowiedzianego tematu. Cierpienie zatem wymaga interdyscyplinarnej, zintegrowanej wiedzy i troski o człowieka. Dlatego też biblijne spojrzenie, które w ogromnym skrócie przedstawię, jest jednym z fragmentów, które w usystematyzowanym porządku nauki uważamy za fundamentalne. Przekonał nas o tym Arcybiskup Metropolita Andrzej Dzięga, zapraszając nas do Edenu i do trzeciego rozdziału Księgi Rodzaju. A więc tak zaczynamy i nie mylimy się: bardzo przydatne pole startowe do każdego rozważania.

Tak więc antropologia filozoficzna, patrząc na człowieka, widzi w nim także i ten wymiar, tzn. zmaganie się z ograniczeniem, zmaganie się z cierpieniem.

 

  1. Pozabiblijne rozwiązanie problemu – widzenie kulturowe i mityczne.

Spójrzmy najpierw na świat pozabiblijny. Wiemy, że teksty biblijne powstawały w konkretnym środowisku i mają dosyć precyzyjnie ustawione daty prezentowanych przemyśleń. Autorzy biblijni zostawili tyle różnych śladów, że możemy dosyć dokładnie określać środowisko i epokę, w jakiej dawano odpowiedzi na stawiane pytania. A pytania były bardzo proste, pytania o źródło. Skąd się bierze zło, skąd cierpienie?

Odpowiedzi świata pozabiblijnego były rozmaite: albo ślepe siły natury, kataklizmy, zbieg okoliczności, fatum. Wobec tego trzeba bronić się różnymi zabiegami. Proponowano takie sposoby ucieczki przed cierpieniem jak np. filozofia stoików. Dzisiejsza eutanazja wcale nie jest żadnym odkryciem. Tylko szczegóły techniczne mogą być inne, ale sam pomysł, żeby w sposób beznamiętny rzucić potępienie na życie, czyli wzgardzić życiem i zadać sobie śmierć – ten pomysł jest stary, m.in. propagowany przez filozofię stoików.

Były też inne pomysły bliższe duchowi Biblii. Przeniesiono źródło cierpienia poza granice funkcjonowania człowieka na teren rzeczywistości transcendentnej. A zatem całe nieszczęście, w którym człowiek bierze udział, dzieje się po za nim. Źródłem cierpienia jest walka dwóch sił. Rozmaicie te siły nazywano: bóstwa walczyły ze sobą, dobro ze złem; Szatan walczył z Panem Bogiem. Oczywiście, jeżeli człowiek cierpi tzn., że Bóg przegrywa, bo Bóg jest autorem jego istnienia, ale znalazła się siła mocniejsza i dlatego człowiek podlega cierpieniu. Do dzisiaj w krajach misyjnych można się spotkać z takim rozumieniem cierpienia. Cierpienie widzi się jako przegraną bóstwa dobra wobec silniejszego bóstwa zła. Ono zaatakowało człowieka. Dlatego też autorzy biblijni musieli zmagać się z taką świadomością, wychodzili naprzeciw takim poglądom.

 

  1. Starotestamentalna nauka o cierpieniu.

Starotestamentalna nauka o cierpieniu bardzo realistycznie przedstawia warunki bytowania człowieka do tego stopnia, że realizm opisu, czyli fenomen cierpienia opisany w Biblii, wcale nie byłby za wąski, gdybyśmy dzisiaj próbowali z tych opisów wziąć spis rzeczy do współczesnych podręczników o cierpieniu. Cierpienie jest ukazywane wielopoziomowo i wielowątkowo z realizmem prawie że klinicznym, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę wymiar społeczny i psychologiczny. Oczywiście, nie było wówczas wiedzy tej, którą ma dzisiaj medycyna, ale była obserwacja społeczna i psychologiczna i bardzo wnikliwie to opisano.

Po drugie: opis cierpienia jest zawsze wypełniony wielkim natężeniem. Trafia do głębi serca. Opis ten jest również uzbrojony w poetycko zredagowane teksty do tego stopnia, że powstał osobny gatunek literacki w Biblii: Lamentacje. Lamentacje, te klasyczne, przy proroku Jeremiaszu, ale przecież wiele Psalmów tym gatunkiem literackim się posługuje. Lamentacje. Trzeba pamiętać, że jest to przeniesienie orędzia zbawczego, przeniesienie optymizmu Wszechmocnego Boga do świadomości człowieka. A przeniesienie to redaguje się jako Lamentacje. Oznacza to, że tekst biblijny ma odwagę stanąć przed człowiekiem w całej jego biedzie i powiedzieć mu: Bóg jest z tobą, jest najbliżej ciebie, Bóg jest twoim Ojcem.

Powszechność cierpienia - to trzecia cecha starotestamentalnego opisu. Do tego stopnia ta powszechność cierpienia w głębi serca ludzkiego jest doświadczana, że u niektórych autorów jawi się pytanie: jaki sens miało moje urodzenie, dlaczego rodzice mnie poczęli, dlaczego nie urodziłem się martwym płodem? Aż tak daleko doświadczenie cierpienia dochodzi w rozważaniach biblijnych.

Najczęściej pada odpowiedź, że cierpienie jest znakiem opuszczenia zawinionego to znaczy, że człowiek sprowokował Boga do podjęcia takiej próby. Na tym tle jest też w Biblii bardzo serdeczne wołanie o lekarzy, co więcej, Pan Bóg osobiście angażuje się jako Lekarz, bo przecież leczenie chorych to jeden z wymiarów posłannictwa mesjańskiego. Mesjasz legitymuje swoją misję zbawczą przez to, że uzdrawia chorych. Trzeba powiedzieć szerzej, w Psalmach zwłaszcza, Bóg jest nie tylko lekarzem, ale jest piastunem, który poprawia posłanie na łóżku chorego, jest pielęgniarką, towarzyszy choremu. Bóg nad wszystkim  ma pieczę i nigdy nie zostawia człowieka samemu sobie. Człowiek w swym cierpieniu nie zostaje sam.

 

  1. Pieśni o Słudze Jahwe i przesłanie Księgi Hioba.

W tym miejscu chciałem Państwu zaproponować przemyślenia trzech klasycznych tekstów starotestamentalnych. Jeden, najgłębszy teologicznie tekst, to jest Czwarta Pieśń o Słudze Jahwe, czy o Słudze Pańskim, z proroka Izajasza (Iz 52, 13 - 53,12). Pojawia się tam po raz pierwszy pojęcie cierpienia zastępczego, wynagradzającego: satisfactio vicaria - nasze grzechy niesie Sprawiedliwy. Co więcej, nie tylko Sprawiedliwy, ale obdarzony najbliższą przyjaźnią i wybraniem Ojca Niebieskiego. Sługa niesie nasze cierpienia. Wybrany przez Stwórcę, obdarzony znamionami boskich atrybutów przezwycięża zło i doznaje wyniesienia: W nagrodę przydzielę mu tłumy (Iz 53,12).

Inny tekst to jakże przejmująca do głębi serca rozmowa matki z synami skazanymi na śmierć (2 Mch 7, 1-42). W tym tekście mamy pełny wykład zmartwychwstania. To jest odpowiedź na cierpienie, już w doskonałym, opracowanym wymiarze nowotestamentalnym. To jest rozmowa matki, która kolejno siedmiu synów traci podczas prześladowania Antiocha Epifanesa. Jej kapitalny dialog z synami, na ucho, po hebrajsku. Tyran nie znał języka hebrajskiego, nie wiedział, co ona mówi do chłopców. Namawiał ją, żeby przekonała ich, żeby ratowali życie. Tu jest wykład teologii.

W ogóle teologię w Biblii po raz pierwszy wykładają kobiety. Ewa - pierwsza matka wyłożyła teologię rodzenia. Proszę przeczytać początek czwartego rozdziału Księgi Rodzaju. Ewa całą teologię rodzenia wyłożyła w zintegrowanym konspekcie (Rdz 4, 1). W cytowanej scenie z Księgi Machabejskiej mamy doskonały wykład zmartwychwstania. W Nowym Testamencie ewangelizacyjna misja - to jest głoszenie zmartwychwstania - podjęta jest przez niewiasty. A jeśli ktoś powie, że w teologii jesteśmy antyfeministami, że parytetów nie szanujemy...? Odpowiadamy: Biblią się posługujemy, mamy bardzo dobry zestaw przykładów: główne tematy teologiczne przekazywane są przez posługę kobiety.

Jest wreszcie wspaniała Księga Hioba. Należałoby temu tekstowi osobny wykład poświęcić i ukazać opisane dramaty. W Księdze Hioba streszczone jest wszystko, co Biblia mówi o cierpieniu, przedstawione w formie dyskusji. Przychodzi trzech mądrych przyjaciół, jest żona Hioba, która - jak nieraz zdarza się kobietom - traci cierpliwość do męża i reaguje dość wyjątkowo. Wyłożyła, przepraszam za wyrażenie, „chłopu kawę na ławę”. Nabroiłeś przeciw Bogu, nie podskakuj, co ty gadasz? A przyjaciele, każdy z innej strony, podsuwają argumenty, na które Hiob daje odpowiedzi. Hiob nie bardzo poradziłby sobie, gdyby do dyskusji nie włączył się sam Stwórca. Doskonały tekst i właściwie wystarczyłoby zaprezentować Hioba i temat byłyby wyczerpany. Szczegóły argumentów poszerzyłyby ramy tego wystąpienia.

 

  1. Jezus wypełnia Izajaszową wizję cierpienia.

Starotestamentalne obrazy, które rzucają nowe światło na rozumienie sensu „cierpienia niezawinionego”, które ponoszą ludzie sprawiedliwi, znalazły pełne urzeczywistnienie w zbawczej misji Jezusa Chrystusa. Autorzy tekstów nowotestamentalnych zadbali o to, by dokładnie udokumentować istotne elementy dzieła Jezusa Zbawiciela. Cierpienie, a nawet śmierć przyjął dobrowolnie – by wypełnić wolę Ojca. Celem tego doświadczenia jest nasze zbawienie i co najważniejsze, zwyciężył cierpienie i śmierć przez Zmartwychwstanie. My wszyscy staliśmy się uczestnikami Zmartwychwstania Chrystusa i nasze cierpienie bierze w jakimś wymiarze udział w dziele zbawienia.

W Zmartwychwstaniu Chrystusa zostaliśmy zaproszeni i uprawnieni do przekroczenia ograniczenia ludzkiej natury i otrzymaliśmy gwarancję wiecznego szczęścia mimo kruchości i czasowości naszego mieszkania na ziemi.

Przypowieści wygłoszone w czasie publicznej działalności Jezusa z Nazaretu uczą nas mądrości życiowej, właściwego rozumienia doświadczeń napotykanych na naszej drodze. Przypowieść o miłosiernym Samarytanie obrazuje ideał opieki nad człowiekiem cierpiącym, do dzisiaj ważny i realizowany w każdej „posłudze samarytańskiej.” Proszę zwrócić uwagę na to, że Samarytanin nie tylko podejmował czynności, żeby pomagać pobitemu przez zbójców człowiekowi, ale i na to, że osobiście zajął się pobitym, dał pieniądze, zorganizował pomoc. Dar z samego siebie to jest jedna z elementarnych zasad pedagogiki personalistycznej, teologii osoby i wymagań miłości bliźniego. Dar z samego siebie. Tutaj ogólne rozumienie, ogólna definicja człowieka spotyka się z osobą chorego. Tu się do końca wypowiadamy, kim jesteśmy.

 

  1. Człowiek we wspólnocie Kościoła zaproszony do niesienia krzyża. Świadectwo Jana Pawła II

Chrystusową naukę o znaczeniu cierpienia, nazywaną niekiedy zaproszeniem do niesienia krzyża na Golgotę, włączyli Apostołowie do programu głoszenia Ewangelii. Od pierwszego męczeństwa św. Szczepana, przez wszystkie doświadczenia wyznawców Chrystusa Zmartwychwstałego potrzebna była bardzo jasna wykładnia sensu cierpienia. Zapisy ewangeliczne nauczania Mistrza z Nazaretu i apostolski komentarz znanych wydarzeń nawiązuje do wyjaśnienia, które otrzymało w osobie Zmartwychwstałego wymiar faktu potwierdzającego głoszone słowa. Przykładem takiego nauczania jest Pawłowy hymn o cierpieniu (Flp 2, 5-11).

            Ta nowotestamentalna pieśń – nawiązująca do Izajaszowego tekstu – jest najkrótszym wyjaśnieniem roli świadectwa, jakie daje wobec świata wybrany przez Boga świadek wiary. W tym samym duchu wyjaśnił osobistą sytuację papież Jan Paweł II. Od roku 1981 niósł ciężar cierpienia po zamachu na jego życie. Skutki tego zamachu objawiały się w rozmaitych wymiarach. Po ciężkiej kolejnej operacji w roku 1994 powiedział do zgromadzonych na Placu św. Piotra pielgrzymów:

Chciałbym wyrazić dziś przez Maryję moją wdzięczność za dar cierpienia, związanego także tym razem z maryjnym miesiącem majem. Pragnę podziękować za ten dar. Zrozumiałem, że ten dar był potrzebny. Papież musiał znaleźć się w Poliklinice Gemelli, musiał się nie pokazywać w tym oknie przez cztery tygodnie, cztery niedziele, musiał cierpieć; podobnie jak musiał cierpieć trzynaście lat temu, tak i w tym roku. Raz jeszcze przemyślałem, rozważyłem to wszystko podczas mego pobytu w szpitalu. (...) « Jeśli Bóg cię powołał, masz wprowadzić Kościół w trzecie tysiąclecie». (...) Tak mi powiedział kard. Wyszyński. Zrozumiałem wtedy, że mam wprowadzić Kościół Chrystusowy w trzecie tysiąclecie przez modlitwę i wieloraką działalność, ale przekonałem się później, że to nie wystarcza: trzeba było wprowadzić go przez cierpienie – przez zamach trzynaście lat temu i dzisiaj przez tę nową ofiarę. Dlaczego właśnie teraz, dlaczego w tym roku, w Roku Rodziny? Właśnie dlatego, że rodzina jest zagrożona, rodzina jest atakowana. Także Papież musi być atakowany, musi cierpieć, aby każda rodzina i cały świat ujrzał, że istnieje Ewangelia – rzec można – «wyższa»: Ewangelia cierpienia, którą trzeba głosić, by przygotować przyszłość, trzecie tysiąclecie rodzin, każdej rodziny i wszystkich rodzin. (...) Zrozumiałem, że potrzeba było, bym dysponował tym argumentem wobec możnych tego świata. Znów mam się z nimi spotykać i rozmawiać. Jakich mogę użyć argumentów? Pozostaje mi ten argument cierpienia. Chciałbym im powiedzieć: zrozumcie to. Zrozumcie, dlaczego Papież znowu był w szpitalu, dlaczego znów cierpiał. Zrozumcie to, przemyślcie to jeszcze raz! (JP II, 29 maja 1994 r.).

 

  1. Zakończenie - dwie wizje świata a doświadczenie cierpienia.

Chciałbym pożegnać się z Państwem, wskazując na nowotestamentalną naukę i chciałbym wskazać także na dwie współczesne wizje świata. Nawiązuję do dyskusji współczesnych etyków. Peter Singer, od dłuższego czasu uznawany za jednego z najsłynniejszych bioetyków, mówi właśnie o takim idealnym świecie. Profesor Peter Singer pracuje na Uniwersytecie w Melbourne. Jest zwolennikiem utylitaryzmu – kierunku filozoficznego, który w swojej klasycznej postaci głosi, że jedynym kryterium oceny naszego postępowania jest to, czy przynosi ono największe szczęście największej liczbie ludzi. Najsłynniejszym dziełem Singera jest wydane w 1973 roku (w Polsce w 2004 roku) „Wyzwolenie zwierząt”, w którym uznaje, że każda istota zdolna do odczuwania cierpienia – bez względu czy jest to człowiek, czy zwierzę – zasługuje na to, by wziąć pod uwagę jej cierpienie. W 1994 roku opublikował książkę „O życiu i śmierci. Upadek etyki tradycyjnej” (wydanie polskie – 1997 rok), w której dowodzi, że w związku z postępem medycyny etyka oparta na zasadzie świętości życia ludzkiego nie da się dłużej utrzymać. Jest autorem przetłumaczonego na kilkanaście języków podręcznika „Etyka praktyczna” (wydanie polskie - 2003 rok). Największe kontrowersje wzbudza jego poparcie dla eutanazji – także tej przeprowadzanej na nieuleczalnie chorych dzieciach – oraz pomysł, by rodzice mieli prawo decydować o tym, czy chcą mieć dziecko nawet po jego urodzeniu. Singer mówi właśnie o takim idealnym świecie. Mówi on, iż mając idealne programy i idealne narzędzia, skonstruujemy człowieka bez cierpienia i społeczeństwo bez konfliktów.

Byłaby ta utopia dosyć pięknym światłem rzuconym na naszą biedną rzeczywistość. Ale sprawdźmy, jak się to utopijne myślenie kończy? Wypisałem dla przykładu cztery kolejne komunikaty: w 1996 roku – wielka dyskusja na temat jakości życia. Ona rozpoczęła się już w 1920 roku; już wtedy mówiono o życiu, które „nie jest warte życia”. I na tym fundamencie nazizm zbudował swoją technologię zabijania. W 2005 te same środowiska piszą: „Nie każde życie jest warte  życia”; w 2009 już mówią: „Nieszczęsny dar życia”. Żeby nie było wątpliwości, że Ewangelia nie ma racji, w 2009 roku ogłasza się wielki manifest: „Życie nie jest święte”. Tak więc cztery kolejne wypowiedzi występują nie tylko przeciw cierpieniu, ale wręcz przeciwko wartości życia. Ogłasza się zamówienie na zupełnie nową rzeczywistość, która byłaby wolna od cierpienia. To jest ten utopijny pomysł tzw. współczesnej nauki.

Na zakończenie przeczytam wiersz. Młody ksiądz (teolog) w Paryżu kształcił się na teologa duchowości i pisał wiersze. Spodobał mi się jeden z wierszy.

Ktoś umarł.
To tak wygląda, jakby ucichły czyjeś kroki.
A jeśli,
gdy my mówiliśmy: „umiera”,
on się na krótką chwilę żegnał,
gdyż ruszał w nową podróż
i już się cieszył,
że tym razem
powędruje
dalej...?

Ktoś umarł.
To tak wygląda,
jakby zamknął przed tobą drzwi
do swojego życia.
A jeśli przed nim
drzwi się otworzyły,
by mógł oglądać nowe
krajobrazy,
dla ciebie
ciągle jeszcze niewidzialne...?


Ktoś umarł.
To tak wygląda,
jakby wicher zwalił drzewo.
A jeśli życie jego
nie drzewem było
tylko ziarnem
i jeśli w Nową Ziemię padło,
by tam korzenie swe zapuścić,
rozkwitnąć,
i taki owoc wydać,
jaki na tej Ziemi
nie dojrzeje...?

 Ktoś umarł.
Została po nim cisza.
Wydaje się że ta cisza krzyczy.
A jeśli
cisza ta
pomaga nam
usłyszeć muzykę życia
delikatną...?    Ktoś umarł??? 
   
Kazimierz Lubowicki OMI

 

Mamy wspólny czas, ten w czasie konferencji,
by ... przekazać sobie wzajemnie wiele przemyśleń,
by ... usłyszeć kroki poszukiwań,
by ... odebrać słowa intuicji.”

Dziękuję bardzo.