Z nauczania bpa Stanisława Stefanka TChr /

2009.07.26 - Dzień modlitw Rycerstwa Niepokalanej

2009.07.26 - Dzień modlitw Rycerstwa Niepokalanej

niedziela, 26-07-2009 | autor: Ks. Bp Stanisław Stefanek | Homilie

Przewodniczenie Mszy św. koncelebrowanej w Bazylice NMP w Niepokalanowie z okazji Ogólnopolskiego Dnia Modlitw Rycerstwa Niepokalanej pod hasłem „Życie dla życia”.

Homilia, Niepokalanów – 26.07.2009 r.

ŻYCIE JEST ŚWIĘTE

Życie za życie – to program całoroczny, duszpasterski, a także temat dzisiejszej medytacji. Jest także Słowo Boże na XVII-tą niedzielę, opis cudownego rozmnożenia chleba. Słuchamy poleceń, jakie Chrystus dawał swoim uczniom: każcie ludziom usiąść, wy dajcie im jeść. Taka jest nasza liturgiczna uczta, którą przygotował Bóg na doroczne spotkanie Rycerstwa Niepokalanej. Jest to dzień wspólnego dziękczynienia za całoroczną pracę, ale równocześnie jest to dzień pielgrzymowania, w którym uświadamiamy sobie nasze zadania, które codziennie będziemy wypełniać. Trzeba zwrócić uwagę także na okoliczności, w jakich te zadania będziemy wypełniać. Bóg do nas przemawia w konkretach, każdemu wyznacza jego własną misję. Trzeba nauczyć się sięgać do źródła, które na początku przywołałem – Słowo Boga, który mówi do nas.

Słowo Boże towarzyszyło św. Maksymilianowi od dnia 16 października 1917 roku, kiedy razem z innymi braćmi przygotowując się do przyjęcia święceń kapłańskich, w natchnieniu Bożym przewidując czasy, jakie nadchodzą, założył Milicję Niepokalanej. Tak w nawiązaniu do języka łacińskiego Rycerstwo zostało nazwane. Rycerz – miles – żołnierz - ten, który stoi przy Niepokalanej, pełniąc wyznaczone mu zadania. Mamy dotknąć się także momentu z bunkra śmierci, z przede dnia Wniebowzięcia NMP –14 sierpnia 1941 roku, ażeby w śmierci św. Maksymiliana dopatrzyć się tego szczególnego gestu miłości, który Chrystus okazał i do którego nas zaprasza. W takich ramach rozważmy nasze dzisiejsze obowiązki.

Wy dajcie im jeść… Każcie ludziom usiąść… Bóg nas zaprasza do współpracy. Przecież mógł hojnością Stwórcy, który z niczego świat stworzył, który na słowo mnożył pożywienie mógł powiedzieć Apostołom: usiądźcie, odpocznijcie, ja ich obsłużę…

Wy dajcie im jeść… Każcie ludziom usiąść… Czy nie słyszymy w tych słowach echa tego polecenia, które otrzymali pierwsi rodzice? Bądźcie płodni i napełniajcie ziemię dziećmi Bożymi. Przecież Bóg Stwórca mógł jednym aktem swojej hojności zasiedlić cały glob ludźmi. Zaprosił jednak małżeństwo, zaprosił rodzinę ażeby dali życie, towarzyszyli rozwojowi życia i zatroszczyli się o właściwe rozumienie życia. To powołanie rodzicielskie, to pierwsze, Boże powołanie otrzymuje wielokrotne uszczegółowienia między innymi to, które zapisał św. Jan Ewangelista i które znamy jako cudowne rozmnożenie chleba.

Współczesny świat można by podzielić na dwie zasadnicze społeczności. A ten podział zaczyna się już w ogrodzie Eden w geście pierwszych rodziców, którzy otrzymali cudowną misję od Boga, ale posłuchali kusiciela: sami sięgnijcie po owoc życia; nieprawdą jest to, co powiedział Stwórca; macie szansę własnym, bardzo utalentowanym ludzkim umysłem poprowadzić gospodarowanie na ziemi. To jest podział współczesny: na tych, którzy słuchają Słowa Bożego i służą życiu po Bożemu, i na tych, którzy próbują gospodarować życiem, jako własnością absolutną, po swojemu, po ludzku. Los tych dwóch społeczności jest też od dawna przewidziany. Wiemy jak się skończyło to sięgnięcie po owoc życia poza Bogiem. Wystarczyłaby tamta jedna próba ludzka, ażeby człowiek nie popełniał nowych błędów, ale tamto nieposłuszeństwo tak głęboko dotknęło naturę człowieka, że stale, od nowa próbuje, po swojemu gospodarować życiem. Historia ludzkości układa się między posłuszeństwem Bożemu zamysłowi a między własną, prowadzącą do coraz to nowych katastrof, koncepcją tworzenia ładu publicznego.

W ostatnich czasach, liczymy je od rewolucji francuskiej, ponad 200 lat, Bóg od nowa objawia się przez dar ukierunkowania nas na posłuszeństwo Jego Słowu. Wspomnę najważniejsze wydarzenia z tego 200-lecia. Cudowny Medalik dany św. Katarzynie Laboure, to jest rok 1830. Potem Lourdes – św. Bernadetta, rok 1858; Fatima – błogosławione Dzieci Fatimskie: Hiacynta i Franciszek i s. Łucja niedawno odeszła do wieczności. Święty Maksymilian, który w 1917 roku (w tym samym czasie są objawienia fatimskie) przejął szczególną misję od Boga, a szczytem tej misji była ofiara życia w bunkrze głodowym w 1941 r. Wyniesiony na ołtarze jako błogosławiony w 1971 roku, a jako Święty przez Sługę Bożego Jana Pawła II w 1982 roku.

Dlaczego taka hojność Boga? Dlaczego posyłanie coraz to nowych proroków? Najczęściej wyjątkowo skromnych. Tak, gdy patrzę na wspomniane przed chwilą towarzystwo Świętych, to św. Maksymilian wygląda dosyć okazale i to z podwójnego powodu. Najpierw dlatego, że wpadł na pomysł z natchnienia Bożego, ażeby zaangażować wszystkie nowoczesne środki do dyspozycji Pana Boga. Sam słyszałem jak Współzałożyciel mojego Zgromadzenia powiedział: „Spotkałem o. Maksymiliana w Lipsku na Międzynarodowych Targach Maszyn Drukarskich. Połatany habit franciszkański i najnowsza generacja maszyn drukarskich”. Spotkanie franciszkanizmu z tym, co wydaje się człowiekowi najbardziej chwalebnym osiągnięciem techniki. Po drugie o. Maksymilian, święty nasz Patron stworzył to miasto, w którym jesteśmy, tę Zagrodę Maryjną – Niepokalanów. Wiemy, przez jakie przeszedł drogi, a zwłaszcza znamy tę drogę na odcinku heroizmu ostatecznego. Świętego Mksymiliana Pan Bóg w „całości wyczerpał”, wziął do do siebie i wykorzystał całą jego gorliwość.

Dlaczego Bóg tak hojnie wychodzi naprzeciw nas i ukazuje nam tą cudowną przemianę chleba? Z kilku jęczmiennych placków karmią się rzesze. Z prostych, spokojnych nic nieznaczących społecznie osób, jak chociażby Dzieci Fatimskie, jak chociażby św. Bernadetta rodzą się prorocy, rodzą się wielkie postaci, które prowadzą współczesną ludzkość. Dlaczego? Bo Bóg w swojej wszechwładzy i w swojej opatrzności wiedział jak daleko posunie się człowiek, który sięgnie po życie jako własność absolutną i będzie uważał się panem życia.

Jakie są skutki tego targnięcia się na Pana Boga wewnątrz cudu życia? Skutki są tragiczne. Nazywamy je najogólniej „ludobójstwem”. Człowiek tyle zyskał technicznie, że uruchomił mechanizm samozagłady nazwany ludobójstwem. Co więcej, współczesny człowiek nie tylko uruchomił mechanizm samozagłady, ale stworzył język niezwykle cyniczny, język bardzo głęboko zakłamany. Mordowanie, niszczenie istnień ludzkich nazwał prawem osoby i postępem technicznym. Dlatego najnowsza encyklika Benedykta XVI zwraca się do tego nieszczęsnego, współczesnego człowieka, tak głęboko upośledzonego w swojej pysze, i proponuje mu najpierw miłość do każdego człowieka, która jest wyrazem najgłębszego szacunku do drugiej osoby. Caritas, miłość w prawdzie – in veritate. Miłość w prawdzie to najnowsza encyklika. Jest to najkrótsza odpowiedź Ducha Świętego dla tych filozofii, które najogólniej możemy nazwać „walką z życiem”.

Jakie są szczegóły tej walki? Były czasy, kiedy trzeba było budować gilotyny, właśnie rewolucja francuska wymyśliła maszyny do ścinania głów. Trzeba było wysyłać ogromne ilości żołnierzy, chociażby wojny XIX i XX-wieczne. Jak potężna machina poszła do przodu naukowa pomoc, a więc chemia, gazy trujące, biologia, broń biologiczna. A teraz sięga się do samego źródła, tzn. do rodzicielstwa. Po co uruchamiać chemię, wojsko, maszyny do zabijania skoro można zabić serce matki, serce ojca, zabić życie w łonie matki, zabić życie w jego początkach. Ktoś może się obrazi, powie, jak można kojarzyć gilotyny rewolucji francuskiej i obozy koncentracyjne ze współczesną medycyną, która służy kobiecie. Nie wymówisz się współczesny człowieku od tego skojarzenia, bo idziesz dokładnie tą samą drogą, odrzuciłeś Boga i niszczysz człowieka. Ani białe rękawiczki, ani fartuch lekarski, ani laboratoria nie obronią cię przed skojarzeniem, bo nie ma różnicy między aborcjonistą, który niszczy życie nienarodzone a tym, który obsługiwał komory gazowe. Jest to ta sama filozofia przeciw życiu.

Czym usprawiedliwiają się ludzi, którzy odrzucili Boga? Mówię za Ojcem Świętym Benedyktem XVI z jego najnowszej encykliki. Po pierwsze, człowiek współczesny wmówił sobie, że wszystko, co jest technicznie możliwe jest dobre. Zabijanie w komorach gazowych też było technicznie możliwe... A przecież to inżynierowie, to naukowcy stworzyli. A przecież technicznie możliwe to nie znaczy dobre. Dopiero, gdy do techniki dochodzi moralność, a ona kieruje się prawem Boga i szacunkiem do człowieka, dopiero wtedy technika jest cudem i osiągnięciem ludzkiego umysłu.

Drugi argument sięga do życia emocjonalnego. Mówi matka: mam prawo mieć dziecko. A to, że ona sama zostanie zniszczona jako kobieta przez procedury tzw. pozaustrojowego zapłodnienia, że przy okazji zginie kilka albo kilkanaście jej dzieci – to się nie liczy – ona jest emocjonalnie usprawiedliwiona, bo ona chce mieć dziecko, bo ona ma prawo mieć dziecko. Rozmawiam z wielu młodymi ludźmi, zwłaszcza studiującymi; tak są te młode umysły zniewolone tą logiką, z którą jakże głęboko dyskutuje Benedykt XVI, że nie rozróżniają tego prostego faktu, iż emocjonalnie bliska mi osoba nie staje się moją własnością. To, że kogoś kocham nie znaczy, że go posiadam. Tego rozróżnienia już nie rozumie współczesny człowiek i mówi: „To takie księżowskie gadanie, to jest ideologia religijna”. Nie, to jest prosta, zwykła logika! Nie trzeba ani Ewangelii, ani żadnych szczegółowych komentarzy kościelnych. Wystarczy odrobinę myślenia! To, że ja jestem tobie bliski nie znaczy, że jestem twoją własnością. Najnowocześniejszą metodą zabijania jest próba rozregulowania tych norm, które towarzyszą życiu. Można powiedzieć, że człowiek doszedł tu do szczytu cynizmu, tzn. włączył naukę, ogromną precyzyjną zdolność docierania do elementów życia, włączył w to, ażeby to życie zabijać.

Gdy jeżdżę drogami, co chwilę widzę różne ostrzeżenia. Przed Niepokalanowem przeczytałem takie ostrzeżenie: 27 osób zabitych, niebezpieczny teren. Gdy słucham komunikatów policyjnych z przerażeniem słyszę: dziesiątki, setki osób zginęło, a równocześnie wiem, że w tej chwili na terenie Polski jest ponad 50 tysięcy ludzi skazanych na śmierć i to w najbardziej podły sposób; ludzi stworzonych przemocą, zamrożonych i teraz niewiadomo co z nimi zrobić. To przecież całe miasto! Ale my do tego fakt podchodzimy znów z profesorskim, zimnym, eleganckim językiem. Mówimy: embriony, materiał genetyczny, badania naukowe, piękne słowa. To jest język morderców, który sięgnął po najświętsze, nawet ewangeliczne określenia!

Życie za życie. Święty Maksymilian jest tą postacią, która jak w soczewce spotkała się ze współczesnością. Szczyty logistyki, techniki, nauki, a zarazem subordynacji i zdyscyplinowania wojskowego spotkały się z miłością ofiarną, bezinteresowną, radosną, dającą życie Boże. W tym bunkrze wszystko to, co wymyślił umysł ludzki rozbiło się o dar Boży. Serce Boże w św. Maksymilianie poradziło sobie z brakiem serca współczesnego świata. Cóż wiemy o dowódcach wojskowych i komendantach obozowych? Cóż wiemy o skutkach eksterminacji? Same nieszczęścia i cierpienia. A co niesie św. Maksymilian? - Nadzieję, zwycięstwo. Jeszcze dzisiaj są tacy, którzy nie uznają prawa Bożego i w dalszym ciągu nie chcą uznać tamtych i współczesnych zbrodni za przestępstwo przeciwko Panu Bogu, póki nie dotknie ich ten z bunkra śmierci, rozmodlony i wyniszczony Sługa Maryi; dopóki nie dotknie ich Patron z nieba nad nami czuwający u boku Najświętszej Panny. Świat współczesny musi wyjść z tych zagmatwanych i ciągle katastroficznie rozwijających się błędów.

Jaki jest nasz – Rycerstwa - obowiązek? Jak mamy przysłużyć się współczesnemu światu wypełniając nasze szczególne powołanie? Rycerz Niepokalanej wobec życia, wobec współczesnej bardzo zajadle reklamowanej również w Polsce, filozofii użycia i egoizmu!

Na trzech poziomach mamy się zaangażować. Najpierw entuzjazm dla życia, budzić entuzjazm dla życia. Chciałbym powiedzieć nawet trochę przyciszonym głosem i przeprosić wszystkie Siostry i Braci Rycerzy. Między nami chrześcijanami, nawet między nami ludźmi religii i głębszej modlitwy może się trafić takie westchnienie: Ojej! Już trzecie… Ojej! Już czwarte… Jak ty sobie dasz radę? Przykład: pracownica poradni rodzinnej spotyka dziecko w wózku, które ja błogosławię i słyszę z boku: Basiu! To ty masz już następne? Nie przychodziłaś do mnie do poradni. Tak! To się nam zdarza! Oczywiście, Basię pobłogosławiłem i dzieciątko pobłogosławiłem, a Tereskę doradczynię, czule pod rękę wziąłem i na plebanię zaprowadziłem. Mówię: Tereniu, szkolimy się od nowa, od nowa! Ty jesteś dla budzenia entuzjazmu życia, a nie do namawiania, żeby Basia przestała rodzić! To jest bardzo poważne zadanie dla nas wszystkich, na niebiesko ubranych, maryjnych, najwięcej my możemy w ten sposób światu pomóc.

Drugi poziom – poświęcić czas. Cudowne są te matki, które rezygnują z kariery naukowej; najpierw matka, potem zawód. Generalnie taka filozofia życia powinna funkcjonować: nawet skromniej, ale z nowym życiem. Babcie kochane rozpisać sobie dyżury przy waszych wnuczkach, żeby wam ani jedna godzina wolnego czasu nie została – jedna godzina na Różaniec, a poza tym wnuczki, wnuczęta; poświęcić czas dla wnuków. Nie telenowele, nawet nie pielgrzymki gdyby zabrakło czasu, już nie mówię o innych wycieczkach. Mówimy przecież: mam emeryturę - to moje, tania wycieczka z Pallotynami – pojedziemy. Jedźcie, ale zapytajcie sumienia czy wnuczęta nie zostały bez opieki.

Trzeci poziom: życiu poświęcić życie. Mamy Świętą naszych czasów - Joannę Berenttę Molla, mamy nasze Polki matki, bohaterki, które oddały życie. To jest ten szczególny dar. Podobnie jak św. Maksymiliana Matka Najświętsza poprowadziła przez czystość i przez męczeństwo aż do bunkra głodowego, tak niektóre matki idą za głosem powołania aż do oddania życia. One muszą czuć za sobą wsparcie, właśnie to wsparcie z tych dwóch poprzednio omówionych poziomów: entuzjazm dla każdego życia i czas poświęcony każdemu życiu.

Wróćmy do dzisiejszej Liturgii. Dwa momenty trzeba zauważyć tak w tekście z Księgi Królewskiej z prorokiem Elizeuszem, jak i u św. Jana. Zakłopotanie – to jest pierwszy moment. Jak my mamy nakarmić? Zakłopotanie, dlaczego? Bo liczyli po ludzku, bo każdy trzeźwy człowiek wie, ile osób można z jednego bochenka nakarmić. Jeżeli odwrócimy się plecami do Boga, do Matki Najświętszej, do prawd wiary, to zawsze zostaniemy z zakłopotaniem. Naprawdę po ludzku wiele rzeczy jest niemożliwych. A kto ci każe iść bez Boga? A kto ci każe tylko logiką ludzką funkcjonować? Nie dziwię się tym panom, którzy najpierw przyjęli najuboższe myślenie jako zasadę życia, czyli ateizm, laicyzm a teraz są zakłopotani. Pojawił się niekontrolowany kryzys i jeszcze parę innych afer, parę innych tajemnych ośrodków władzy. Nie pozbawicie się panowie kłopotów, jeśli nie sięgniecie do abecadła rozumienia ludzkiej osoby stworzonej przez Boga.

Zakłopotanie to jest pierwszy z momentów kluczowych Liturgii. Ale jest też drugi, bardzo szczególny rozkaz: Pozbierajcie okruchy. Każda gospodyni wie, że trzeba okruchy trzeba pozbierać, ale najczęściej zbieramy je ze względów estetycznych. Tym razem Liturgia nam podpowiada: chleb trzeba uszanować, chleb będzie można jeszcze inaczej wykorzystać, wobec tego zbierajmy okruszyny. Dlaczego te okruszyny są takie ważne? Przecież już wszyscy się nasycili... - Bo to jest dar Boży; najdrobniejszy okruch jest Boży.

W naszych umysłach są okruszyny chrześcijaństwa, w naszym społeczeństwie są resztki tradycji religijnej. Nasi najbardziej pobuntowani ludzie gdzieś tam w głębi serca albo do matki nawiązują, albo do ojca, albo do rodziny, albo do proboszcza coś się w nich tli. Okruszyny trzeba zbierać i to jest wielka praca, ogromna praca nas wszystkich. My nie jesteśmy od sądzenia, tylko od świadectwa i od opiekuńczej relacji, opiekuńczego odniesienia do okruszyny. Uszanujmy. Tyle jeszcze mamy na świecie zasobów wiary w ludzkich sercach. Tam jest tyle nie tylko okruszyn, ale i pięknych bochenków chleba, które trzeba zgarnąć do spiżarni i karmić ludzi.

W naszej Ojczyźnie też jest już widoczny posiew świeckości, zwłaszcza wśród młodych. Ile najrozmaitszych pomysłów na małżeństwa, które nie są małżeństwami. Ale w głębi ich serc zasiane jeszcze ziarno Bożej wiary i trzeba to ziarno otoczyć opieką.

Mówię to szczególnie do Rycerzy Niepokalanej. Mamy może nawet taką chęć zapisać się do „vipów religijnych”, taka śmietanka religijna. Nie śmietanka – słudzy każdej iskry Bożej, która tli się w ludzkim sercu.

Niech nam Matka Najświętsza, najczulsza Matka w tym dziele zbierania okruszyn, a także w dziele mnożenia chleba towarzyszy swoją matczyną opieką. Amen.