Działalność naukowa i publicystyczna /

IV Czcij ojca swego i matkę swoją. Kwiecień 2004

IV Czcij ojca swego i matkę swoją. Kwiecień 2004

poniedziałek, 12-04-2004 | autor: Ks. Bp Stanisław Stefanek | Artykuły w Różańcu





IV. Czcij ojca swego i matkę swoją


Po pierwszych trzech przykazaniach Dekalogu, które określają odniesienie człowieka do Boga, Izraelici usłyszeli pod Synajem jakże bliskie nam wszystkim polecenie: "Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie" (Wj 20, 12)

Łatwo rozumiemy przykazania odnoszące się do czci Jedynego Boga, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, że Izraelici wyszli z Egiptu, gdzie oddawano hołd wielu bóstwom, a mieli zamieszkać w ziemi Kanaan, gdzie taka forma religii była jeszcze bardziej zróżnicowana. Jeden Jedyny Bóg, którego Imienia nie można wymawiać bez czci i który zarezerwował dla siebie jeden dzień w tygodniu, dołącza do grona osób, które należy „czcić”, naszych rodziców – ojca i matkę. Przykazanie to niesie w swej treści dalszy ciąg tej decyzji Boga, który stworzył człowieka na obraz swój, stworzył go mężczyzną i kobietą. Stawiamy sobie często pytanie: w czym jesteśmy podobni do Boga? Pytanie tym bardziej dramatyczne, im bardziej nasze czyny dalekie są od zachowania prawa z góry Synaj, gdy w odniesieniach ludzi do siebie, a zwłaszcza we wzajemnym traktowaniu się mężczyzn i kobiet, brak nie tylko szczególnej czci, ale nawet zwykłego szacunku!


Co znaczy "czcij"?

Z Księgi Rodzaju dowiadujemy się, że Bóg, wypełniając ten obraz szczegółowymi zadaniami, zaprosił rodziców do współtworzenia świata. Pobłogosławił im:  "Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną" (Rdz 1, 28). Zaprosił rodzinę do panowania nad światem, obdarzył najwyższą godnością. Dlatego też porządkując atmosferę domową, wszystkie odniesienia między mężem i żoną, rodzicami i dziećmi, posłużył się słowem "czcij", tym samym poleceniem, które określa nasze odniesienie do Boga. Słowo "czcij "zawiera w sobie wiele znaczeń: czcij, to znaczy – szanuj, słuchaj, miłuj! Czyń to z motywów najgłębszych, bo twój ojciec, bo twoja matka cieszą się godnością nadaną przez Boga. Rozważając polecenie czwartego przykazania w oparciu o wszystkie teksty biblijne, można powiedzieć, iż słowo „czcij” określa także stosunek rodziców do dzieci. Czcij, to znaczy: uznawaj, przyjmij, doceniaj. Taka cześć należy się każdemu człowiekowi, ale w sposób szczególny powinna porządkować wzajemne odniesienia rodzinne, i to w obydwie strony: dzieci do rodziców i rodziców do dzieci.


Miłość ofiarna

Nowy Testament ukazuje nam drugi obraz Boga i zaprasza do wprowadzenia go do domu rodzinnego: "Mężowie, miłujcie żony, jak i Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie " (Ef 5,25). Obraz Golgoty – krzyż – wisi w każdym domu rodzinnym. Niech nas krzyż nie niepokoi; wręcz odwrotnie, niech wprowadza poczucie bezpieczeństwa. Miłość, którą Chrystus okazał ludzkości na krzyżu, przede wszystkim ma wielką szansę objawić się w gestach ludzkich właśnie w rodzinie. Tu najłatwiej o miłość ofiarną, bezinteresowną do końca, a bez tej miłości nie można wyobrazić sobie ani normalnego funkcjonowania domu rodzinnego, ani też życia społecznego w pokoju. Pozostają więc dwa wymiary tego samego obrazu: dobroć Ojca Stwórcy – bezinteresowna, obdarzająca i miłość Syna Odkupiciela – ofiarna, odradzająca.


Wyzwania czasu

Wielokrotnie słyszymy w wypowiedziach, zwłaszcza dziennikarzy, o zagrożeniach współczesnej rodziny, o jej kryzysie, o krótkotrwałych związkach małżeńskich, o dzieciach bezdomnych, wychowywanych przez samotnego rodzica – ojca lub matkę. Wreszcie słyszymy o przeżyciu się w ogóle samej instytucji małżeństwa. Czy to jest kryzys rodziny? Nie. To jest kryzys tych właśnie dwóch prawideł, które nie tylko w domu rodzinnym przestały funkcjonować, ale przestały też porządkować działania społeczeństw. To jest kryzys bezinteresowności w dawaniu i kryzys miłości ofiarnej. Młodzi ludzie uformowani przez współczesną cywilizację, wchodzą w życie rodzinne z duchem zakażonym dwoma wirusami. Pierwszy to wirus egoizmu. Małżeństwo, rodzinę i całe życie zawodowe widzą jako korzyść osobistą, i to korzyść w takich wymiarach, w jakich atrakcyjnie reklamują życie najrozmaitsze współczesne obrazy. Postawę taką nazywamy konsumpcjonizmem, a trzeba by dodać: prymitywną konsumpcją zaspokajającą najniższe doznania, także wtedy obecną, gdy ktoś łączy się blisko z drugą osobą. Dlatego małżeństwo zamyka się całkowicie na przyjęcie życia albo je ogranicza, traktując dziecko jako wypełnienie osobistej pustki czy zaspokojenie pragnień emocjonalnych, wręcz jako przedmiot posiadania. Drugi wirus to sezonowość umowy małżeńskiej, wyobraźnia rozwodowa. „Jeżeli nam nie wyjdzie, to się rozejdziemy”. Tak zakażone serce nigdy nie pokocha prawdziwie, tak zakażona wyobraźnia nigdy nie przyjmie drugiego człowieka bezwarunkowo, tak uformowany dom nigdy nie jest komfortowym, bezpiecznym miejscem przeżywania szczęścia wspólnotowego. Zabrakło w domu rodzinnym, między osobami najbliższymi, szczodrobliwości Boga Stwórcy i ofiarnej miłości Chrystusa Odkupiciela. Dlatego też dzieci wychowane w takiej atmosferze zapominają o przykazaniu: czcij ojca i matkę; dlatego rodzice, zapomniawszy o czwartym przykazaniu, nie tylko nie przyjmują z otwartymi ramionami dzieci, ale bardzo wcześnie dochodzi do poważnych konfliktów w rodzinie czy wręcz przedwczesnego odejścia młodocianego, ucieczki z domu. W krajach zachodnich obyczaj ten nasila się z roku na rok. Kilkunastoletnia młodzież, kuszona rozmaitymi udogodnieniami kredytów bankowych, opuszcza dom rodzinny, staje się na wiele lat zakładnikiem dyscypliny spłacanych rat i pracuje na zyski wielkich międzynarodowych kapitałów.


Oparcie w ruchach Kościoła

Jednakże łaska Boża jest mocniejsza niż ludzkie słabości. Dlatego nasze społeczeństwo, odnotowując bardzo realistycznie momenty kryzysu, może też widzieć wiosnę, odrodzenie życia małżeńskiego i rodzinnej więzi, oparte o ład wprowadzony czwartym przykazaniem: szacunek, cześć, miłość. Dzieje się to szczególnie za sprawą wielu ruchów odnowy duchowej. Powstają programy najpierw dla młodzieży, zwłaszcza przygotowujący się do małżeństwa. Programy takie uczą modlitwy, pogłębiają wrażliwość moralną, przygotowują do życia małżeńskiego. Ruchy te i wspólnoty towarzyszą także młodym małżonkom w dalszych latach przez systematyczne zapraszanie do lektury Pisma Świętego, wspólnej modlitwy, a szczególnie życie sakramentami świętymi. Jeżeli dzisiaj słyszymy często o zagrożeniach w rodzinie, jeżeli z wielką troską o rodzinę stawiamy pytanie, jak z tego kryzysu wyjść, to w odpowiedzi powinniśmy wnieść – z powrotem – na teren domu dwa obrazy. Ten, z Księgi Rodzaju, w którym Bóg Stwórca błogosławi rodzicom, mówiąc: bądźcie płodni i czyńcie sobie ziemię poddaną, i ten z Listu do Efezjan, w którym czytamy: Jezus Chrystus umiłował i wydał samego siebie za Kościół. Dom rodzinny, który uczy tych sprawności, jest równocześnie szkołą życia społecznego i jest szansą na odbudowę więzi międzyludzkich. W miejsce suchych paragrafów prawa, niekończących się umów i statutów, wprowadzi w życie społeczne atmosferę czci do człowieka, czci umotywowanej Bogiem i karmionej codziennie miłością ofiarną.


 bp. Stanisław Stefanek TChr

Tekst pochodzi z miesięcznika „Różaniec” kwiecień 2004 (dział: Formacja różańcowa str. 8)