Działalność naukowa i publicystyczna /

Dom szkołą widzenia Boga. Czerwiec 2009

Dom szkołą widzenia Boga. Czerwiec 2009

piątek, 12-06-2009 | autor: Ks. Bp Stanisław Stefanek | Artykuły w Różańcu



Dom szkołą widzenia Boga

Żadna instytucja, zespół wychowawczyń czy ekspertów nie może nauczyć dziecka, jak nawiązać osobisty kontakt z Panem Bogiem. Tego mogą nauczyć tylko rodzice.

Dom jest szkołą widzenia Boga. Tu serce dziecka otwiera się na Boga i w Bogu widzi bliźniego. Dom jest też szkołą motywacji. Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: „W imię czego mam tak postępować?”, wskazuje na Boga. Wzorem jest Chrystus, który umiłował Kościół tak, że wydał zań samego siebie. Chrystus, Jego miłość do Kościoła, jest wzorem dla męża i żony przy układaniu ich wzajemnych, codziennych relacji (por. Ef 5, 21-33). Jeżeli kąpiąc dziecko, opatrując chorego, troszcząc się o najbliższych, będziemy wiedzieli, że to jest miłość, którą Chrystus ofiarował Kościołowi w najbardziej osobistych posługach, nie będziemy stronili od tego wzoru. Św. Augustyn mawiał: „Stworzyłeś mnie, Boże, dla siebie i niespokojne jest serce moje dopóki nie spocznie w Tobie”. Ani ateizm, ani agnostycyzm, ani tzw. neutralność światopoglądowa nie są dla nas dobrym rozwiązaniem.

To jest Pan Jezus

Kościół zachęca do bardzo wczesnego wprowadzenia dziecka w rejon Bożych wydarzeń. Mówimy, że Bóg jest naturalnym środowiskiem, którym dzieci oddychają i w które wchodzą tak jak w środowisko domu czy swojej najbliższej okolicy. Jesteśmy prowadzeni przez Kościół w głąb Boga przez sakramenty święte. Stąd zanurzenie w wody chrztu. Niektórzy mówią: dziecko jeszcze nie rozumie, gdy dorośnie, samo wybierze! Jak jednak rozezna, jeżeli nie ma żadnych informacji? I dlaczego ma czekać, skoro od samego początku może wzrastać wewnątrz Boga dzięki sakramentowi chrztu świętego. To samo odnosi się do Pierwszej Komunii Świętej, a także do bierzmowania. Tu też jest wiele dyskusji na temat wieku. Jeszcze sto lat temu do Pierwszej Komunii Świętej dopuszczano dzieci dopiero o dwunasto - czy czternastoletnie. Zmienił to św. Pius X, nazywany papieżem Eucharystii, który zezwolił na bardzo wczesną Komunię Świętą. Biografowie odnotowują taką scenę: papież zapytał dziecko, co ono wie o Komunii Świętej, czym jest ten Opłatek, który przyjmuje? – to jest Pan Jezus – padła odpowiedź. Dlaczego więc dziecku zabronić wejść w najbliższą więź z Chrystusem? A bierzmowanie? Czyżby Duch Święty nie miał sobie poradzić z nieuformowanym jeszcze w pełni – jak twierdzą niektórzy – umysłem młodego człowieka?

Bóg w centrum mojego życia

Na nastoletnie dziecko należy zwrócić szczególną uwagę. Ważne jest stopniowe wprowadzanie go w środowisko, w którym jest Bóg, i to nie w tym rozumieniu, że Bóg jest jednym z ważnych wymiarów naszego życia. On jest centrum naszego życia! Do mojej decyzji przygotowuje się przez modlitwę. Gdy idę do szkoły lub do pracy, pytam: czego Bóg ode mnie dzisiaj chce? Gdybyśmy takim pytaniem zajęli serce, chociażby wtedy, gdy siedzimy w autobusie czy tramwaju lub stoimy w korku, i pozwolili otoczyć się Bogiem... Kiedyś pewien ojciec powiedział mi: kiedy odwożę dzieci do szkoły, po drodze odmawiamy dziesiątek różańca. Wykorzystujemy takie momenty, żeby pozwolić otoczyć się Bogiem, by Bóg wchłonął nas w siebie, by był Pierwszy i Jedyny.

Szkoła altruizmu

Jakże ważne są: modlitwa, niedzielna Msza Święta, noszenie dziecka w nosidełku do kościoła, do Pana Jezusa, po to, a żeby Go chłonęło! W takim dopiero kontekście, zakorzenieniu w Bogu, można mówić o pójściu dalej: w zobaczeniu Boga w bliźnim. Każdy człowiek ma w sobie taki wymiar, w którym można rozpoznać Boga. To jest szkoła altruizmu oparta na najgłębszej motywacji. Często rodzice zadają sobie pytanie: jak nauczyć dziecko odnoszenia się do drugiego człowieka z otwartym sercem, z oczami otwartymi na Pana Boga? Kiedy mówimy dziecku, żeby podzieliło się zabawkami, prezentami, możemy przecież powiedzieć: twoja siostrzyczka, twój brat jest delegatem Pana Jezusa; podziel się zabawkami z Panem Jezusem. Jak to pięknie wygląda, gdy starsze dzieci pomagają młodszym. Na przykład starsza siostra czy brat uczy wkładać rączkę w sweterek albo ubiera skarpetki. I nie dlatego, że jest starsza czy starszy, tylko dlatego, że ten młodszy przyszedł właśnie oddelegowany przez Pana Boga. A stosunek do osób sędziwych? – to już nie jest jałmużna, do której dziecko powinno się przyzwyczajać (odwiedziny chorych, odwiedziny dziadków, rozmaite formy pomocy osobom w podeszłym wieku), to jest pomoc drugiemu człowiekowi, pomoc Jezusowi. Jest jeszcze jeden wymiar – chyba najtrudniejszy – nauczyć dziecko przyjmowania wyrządzonej mu przykrości. Nie dlatego, że ciebie lekceważę, nie dlatego, że ty mnie nie obchodzisz, ale dlatego, że przykrość, którą mi sprawiłeś – najczęściej nieświadomie – przyszła do mnie w oprawie Bożej. Jest w tym jakiś zamysł Boga, Pan Bóg czegoś ode mnie chce. Przy mnie stanął ktoś, kto wyrządził mi przykrość: nie rozmawiam z tym, który okazał się słaby, ale rozmawiam z Panem Jezusem. Z Nim ustalam, dlaczego spotkało mnie takie doświadczenie. Patrząc otwartymi oczami na Boga, dopatrzymy się zawsze w Bogu człowieka.



bp. Stanisław Stefanek TChr

Tekst pochodzi z miesięcznika „Różaniec” czerwiec 2009 (Dział: Wiara i życie; str. 28-29)