Rozmowy w Nazarecie, Wychowawcze zadania rodziny, Sprzedaj, co posiadasz, przyjdź i chodź za Mną (por Mt 19, 21), GK Nr 33 (733,) 21.08.2016, s. 18.
niedziela, 21-08-2016 | autor: Ks. Bp Stanisław Stefanek | Artykuły w Głosie Katolickim
Rozmowy w Nazarecie. Wychowawcze zadania rodziny.
Sprzedaj co posiadasz, przyjdź i chodź za Mną (por. Mt 19, 21)
Domowe rozmowy wskazujące na zasady wychowania dotykają coraz trudniejszych przestrzeni w naszym cotygodniowym spotkaniu. Czystość przedmałżeńska, wydawałoby się tak bardzo oczywista i niezwykle cenna wartość moralna, została w tej chwili w świadomości powszechnej dosyć sponiewierana, straciła znaczenie. Stąd bezpośrednie rozmowy z młodymi ludźmi napotykają na przeszkodę opinii społecznej. Jeszcze trudniejsze są rozmowy na temat tzw. powołania. Mówię tak zwanego, ponieważ każdy z nas jest powołany, tzn. ma wyznaczoną życiową drogę, rolę, ma dane od Boga możliwości wypełnienia tej roli. Natomiast zamiar podjęcia misji kapłańskiej czy wejścia na drogę życia zakonnego od dawna był powołaniem szczególnym.
Pomijając szeroki program służby przy ołtarzu i konsekracji przez złożenie trzech ślubów, zatrzymajmy się tylko nad samą argumentacją podejmowaną najczęściej w społecznym wymiarze, w domu, w otoczeniu. Pojawia się przede wszystkim ten argument, o którym mówi Ewangelista Mateusz, relacjonując rozmowę Pana Jezusa z bogatym młodzieńcem. Jest on człowiekiem szlachetnym w swoim życiu i pragnieniach, otrzymał zaproszenie od Chrystusa: Pójdź za Mną, ale nie przyjął tego zaproszenia dlatego tylko, że miał wiele majętności. Wydawało mu się, że skoro ma sprzedać majątek i rozdać ubogim, to straci istotę swojego życia, a także narazi się na surową ocenę rodziny. Dlatego nie ma go pośród uczniów i Apostołów Chrystusa, bo nie podjął powołania.
Jakimi argumentami w rozmowach z bliźnimi powinniśmy otworzyć serca na możliwość wybrania takiej drogi życiowej? Po pierwsze, nie odrzucać „na starcie” samej możliwości. Zablokowanie myślenia na wstępie, tak w sercu kandydata, jak i w opiniach otoczenia, może być większą przeszkodą niż wielki majątek, który trzeba rozdać ubogim. Po drugie, podjęcie rozmowy na ten temat musi skierować naszą uwagę na istotny moment: tylko Jezus ma prawo powołać i skierować zaproszenie: Pójdź za Mną. Nie można przecież wskazania Jezusowego zostawić w połowie tej rozmowy: Idź sprzedaj wszystko, co masz i rozdaj ubogim. Po trzecie, w naszym przetargu z Panem Bogiem trzeba dokonać pewnego skrótu, który powinien wspierać całe życie kapłańskie i zakonne. Gdy nic nie będę posiadał, tylko wybór Boga, tzn. zadanie przez Niego wyznaczone, to mam wszystko. Natomiast, gdy uda mi się zgromadzić wszystko z majątkiem włącznie, ale bez Boga, to w rzeczywistości nic nie będę posiadał.
Ten argument i taka podstawowa racja przy rozstrzygnięciu decyzji życiowych niechby się spotkała z szerszym zrozumieniem otoczenia. Bo nie tylko młody człowiek, chłopak czy dziewczyna, powinni być otwarci na ewentualne wołanie Zbawiciela. Otwarta powinna też być rodzina, zostawiając pełną wolność decyzji w tym niezwykle intymnym dialogu młodego człowieka z Chrystusem. I nie może rzucać kłód pod nogi w wypadku podjęcia takiego zamiaru. Otwarte też powinno być społeczeństwo, opinia społeczna. Chrystus wybiera niektórych spośród nas do szczególnej służby, a jest to nasza wspólna sprawa. Stąd modlitwa w parafiach o powołania kapłańskie, zakonne; stąd troska o właściwą atmosferę, która towarzyszy młodym w okresie formowania; stąd wsparcie w chwilach próby, wahań, szukania ostatecznej odpowiedzi; stąd życzliwa pomoc, gdy już ktoś z naszej wspólnoty podjął taką misję, a w tej chwili otrzymuje od Kościoła skonkretyzowane miejsce pełnienia służby przy ołtarzu, czy otwarcia serca na pomoc innym w życiu zakonnym.
Kapłani i osoby zakonne odwiedzają rodziny i parafie przy okazji różnych uroczystości. Życzliwe spojrzenie, otwarte słowo „ziomków” umacnia ich optymizm w pójściu za wołaniem Jezusa.