Rozmowy w Nazarecie, Wychowawcze zadania rodziny, Wychowawcze zadania rodziny. Szkoła, GK Nr 34 (734), 28.08.2016, s.18.
niedziela, 28-08-2016 | autor: Ks. Bp Stanisław Stefanek | Artykuły w Głosie Katolickim
Rozmowy w Nazarecie. Wychowawcze zadania rodziny.
Szkoła.
Na początku roku szkolnego, gdy uroczystym rozpoczęciem zaprasza się uczniów, uruchomia się pracę szkoły, wydawałoby się, iż nasze rozmowy domowe zajmujące się pedagogiką rodzinną powinny przejść w kompetencje nauczycieli. A przecież dom rodzinny jest pierwszym i do końca życia każdego człowieka najważniejszym punktem odniesienia. Tak więc nasze rozmowy nad rodzinną pedagogiką w dalszym ciągu powinny towarzyszyć wszystkim staraniom i troskom, które podejmują środowiska szkolne.
Zatrzymajmy się więc przy kilku problemach, które na styku rodzina – szkoła występują najczęściej. Najpierw konsekwentne stosowanie zasady pomocniczości, czyli relacja między kompetencją rodziny a wszystkimi instytucjami, które ogólnie nazywamy państwową organizacją oświaty. Trzeba tu przypomnieć zalecenie Ojca Świętego Jana Pawła II, który mówił: Pomocniczość dopełnia miłość rodzicielską, a równocześnie potwierdza jej fundamentalny charakter. Wszyscy inni uczestnicy procesu wychowawczego działają poniekąd w imieniu rodziców, w oparciu o ich zgodę, a w pewnej mierze na ich zlecenie (List do Rodzin, 16). To jest pierwsza reguła, która obowiązuje na każdym poziomie odniesienia rodziny do instytucji wychowawczych. Ważne jest to szczególnie w czasie przedszkolnym, szkoły podstawowej i w jakimś wymiarze szkoły średniej. Dlatego, aby ukazać porządek stosowania zasady pomocniczości, instytucje wspierają rodzinę tylko w tym miejscu, w którym ona nie może samodzielnie wypełnić swoich obowiązków. Nie można przecież wymagać, aby każda rodzina organizowała szkołę, a tym bardziej wyższe studia. A jednak ani szkoła podstawowa, ani średnia, ani studia nie mogą być konkurencją, a tym bardziej opozycją wobec tego, co się nazywa filozofią wychowania.
To jest druga uwaga, którą w ramach rozmów domowych należy podkreślić. Takie dziedziny życia jak: odniesienie się do pracy, traktowanie bliźniego, a więc wszystkie sprawy społeczne, życie religijne, w tym również hierarchia szanowanych i stosowanych wartości, powinny pojawiać się harmonijnie w każdej przestrzeni rodzinnej, w środowisku szkolnym i w życiu społecznym. Jedna jest więc filozofia wychowania. I tu znów rodzina ma rolę wiodącą, bo nie można narażać wrażliwej psychiki dziecka na wewnętrzne rozdarcia i napięcia – inaczej rodzice, inaczej nauczyciele. Autorytet pani/pana w szkole jest dla dziecka niezwykle ważny i nie może w żaden sposób konfliktować w jego sercu uczucia do rodziców, do najbliższych.
Potrzebna więc jest bliska współpraca rodziców ze szkołą, która często bywa traktowana jako instytucja autonomiczna, rządząca się własnymi prawami, czyli najczęściej ulegająca wpływom polityków. Tam przecież zapadają decyzje również o uposażeniu nauczycieli. Niezwykle prosta, a równocześnie bardzo skomplikowana sprawa. Rodzice pracują, odprowadzając podatki łożą na szkołę, a nie mieliby wpływu na to, jak wynagrodzony przez nich pedagog poprowadzi ich dziecko?
W skomplikowanej współcześnie administracji szkolnictwa mogą się zacierać te bezpośrednie zależności. Stąd też poza fundamentalną regułą łożenia na szkołę potrzebny jest też żywy udział w życiu szkoły. Nie tylko przez wydelegowaną trójkę klasową czy komitet rodzicielski, ale także przez bliskie zainteresowanie się osobami nauczycieli, z którymi dziecko godzinami przebywa. To zainteresowanie daleko wykracza poza schematyczne ramy wywiadówek. Znajomość nauczycieli, nawet towarzyska, jest niezwykle ważna, żeby rodzice umiejętnie uzgadniali spojrzenie na wiele spraw, które wspólnie trafiają do dziecka w domu i w szkole.
Stąd potrzebne jest budowanie ogólnej przychylności społecznej w stosunku do wszystkich pedagogów, do ich pracy, do ich poglądów, do ich decyzji. Jeżeli dziecko przynosi jakąś opinię nauczyciela o sobie, z którą się nie zgadza, to zanim skomentuje się tę opinię według spontanicznego odbioru moich uczuć, najpierw rozeznam w bezpośredniej rozmowie motywacje nauczyciela i z nim przedyskutuję ocenę zachowania swojego dziecka, a nie z dzieckiem, krytykując zachowanie nauczyciela.
Ta atmosfera przychylności społecznej jest ważniejsza niż wysokość uposażenia nauczyciela. Jest takie przysłowie negatywnie oceniające charakter pracy szkoły: obyś cudze dzieci uczył. To cudze należy również przetłumaczyć – obyś uczył dzieci, które mają uszy zamknięte przez swoich rodziców na twoje zalecenia. Bardzo więc potrzebne jest rozszerzenie rozmów na temat pedagogiki domowej, rodzinnej w odniesieniu do rozmaitych zjawisk życia szkolnego.