Biskup Stanisław STEFANEK TChr
Ojcostwo ludzkie obrazem i podobieństwem odwiecznego Ojcostwa Bożego
XXIV Tydzień Duchowości pt.: „Abba, Ojcze”
KUL - 5 marca 1999 roku
Jesteśmy w takim punkcie programu, który nazwałbym po łacinie Ite Missa est, a po polsku jesteście posłani. Kończy się dzieło, zaczyna się wykonanie tego dzieła; dzieło studyjne, refleksja naukowa, teraz trzeba pójść, by podjąć na co dzień życie według tej inspiracji. Sytuacja osobista - to, że jestem Proboszczem Kościoła, który nazywa się Diecezja Łomżyńska - dodatkowo mnie upoważnia, by w podjętym rozważaniu nie pominąć rozesłania, jakie zwykle kończy Eucharystię. W ramach takiego właśnie punktu kończącego Tydzień Duchowości pt.: „Abba, Ojcze” mamy zająć się ludzkim ojcostwem. Wolałbym nawet powiedzieć: osobą mężczyzny. Adresuję bowiem te rozważania do wszystkich ojców, do wszystkich mężczyzn. Mamy zająć się ojcostwem w jego źródle tak, żeby prosto odpowiedzieć na pytanie: co stanowi istotę powołania ojcowskiego? Misja, powołanie ojcowskie - teologia duchowości w swoich badaniach dotyka takiego także obszaru.
Ojcostwo Boga w czasie tych całotygodniowych wykładów było rozpatrywane w obszarze teologicznym: misja Ojca, Boga Stworzyciela, a także poznania prawdy o Bogu Ojcu. Mam na myśli te wykłady, które wchodziły w zakres badań sekcji teologii duchowości. Dzisiaj bardziej niż teologia interesować nas będzie antropologia ojcostwa. Poznajemy ojcostwo ludzkie, ale na tyle dotykamy tego ojcostwa, na ile odkrywamy prawdę jego pochodzenia. Wrócimy więc znów na temat teologii. Będzie to antropologia, ale antropologia teologiczna.
Rozpoczniemy medytację od zapisu tradycji kapłańskiej z pierwszego rozdziału Księgi Rodzaju (Rdz 1,27). Opis stworzenia człowieka na obraz i podobieństwo Boga. Słowo demut – obraz - znalazło bardzo wdzięcznych i pracowitych interpretatorów. Jest bogata literatura, która pyta o znaczenie „obrazu i podobieństwa” z pierwszej księgi Pisma Świętego. Są teorie interpretacyjne, które sięgają bardziej do języka filozofii niż do teologii. Mówią więc o objawieniu natury człowieka, mówią o świadomości, o wolności, o rozumie, o woli, o przestrzeni ludzkiego działania, w której objawia się Odwieczny Bóg. Są też teorie – wśród tych interpretatorów – które posługują się językiem biblijnym. Zatrzymują się one nad formułą błogosławieństwa: „pobłogosławił im” (1,28). W błogosławieństwie widzą zadaną ludziom misję, a równocześnie uposażenie tak, by stali się rodzicami i władcami ziemi, by zasiedlili ziemię i czynili ją sobie poddaną. W tych kategoriach można także rozważać misję ojcostwa. Dodaje się niekiedy uszczegółowienie: „by nie tylko urodził, ale jeszcze wychował.” Jeśli ma wychować to potrzebna jest „działalność gospodarczo-ekonomiczna.” Niektórzy mówią: Bóg posłał ojca, wyznaczając mu rolę rodzenia i przydzielając ziemię, z której miał czerpać zyski, by rodzinę utrzymać. Takie, w ramach hermeneutyki biblijnej, wychylenie się w kierunku ojcostwa ludzkiego można spotkać w literaturze.
Można także zatrzymać się nad szczegółami ludzkiego ojcostwa w pogłębieniu teologicznym. Mamy przecież bogatą dokumentację biblijną Bożego Ojcostwa. Wychodząc od Bożego źródła ludzkiego ojcostwa, można ułożyć wręcz szczegółowy podręcznik, który mógłby służyć młodym ludziom do przygotowania ich misji rodzicielskiej. Nawet zamówienia na współpracę mężczyzny z kobietą przy wychowaniu dzieci znalazłyby dokumentację biblijną, np.: nauka chodzenia dziecka. Znalazłyby się takie fragmenty Biblii, w których Bóg Ojciec jest nauczycielem chodzenia.
Osobny rozdział powinien być poświęcony ojcostwu św. Józefa. Ojcostwo to zostało od nowa ukazane we wspaniałym tekście Jana Pawła II Redemptoris custos. Misja św. Józefa bardzo dokładnie opisana w tekstach Ewangelii, które obejmują pierwsze lata życia Chrystusa, może pomóc w pogłębieniu wiedzy o każdym ojcostwie. Zachęcam do lektury Redemptoris custos. Dokument ten może służyć jako materiał do poszerzenia niektórych jednostek lekcyjnych na poziomie szkoły średniej.
W opisie ojcostwa posługujemy się częściej schematami z zakresu psychologii, socjologii. Można w oparciu o te dziedziny wiedzy ułożyć pewne vademecum mężczyzny-ojca. Mówi się o znaczeniu roli mężczyzny w życiu dziecka, o jego miejscu w życiu młodego człowieka. Te wszystkie rozważania, dosyć udokumentowane i bardzo pożyteczne, odrywają się od pierwszego źródła, którym jest Ojcostwo Boga. Zatrzymują się na obserwowaniu ludzkiego ojcostwa, niekiedy do tego stopnia wycinkowo, że można zawężyć punkt obserwacyjny i rolę mężczyzny nie tylko zubożyć o wizję teologiczną, ale można go zdehumanizować, odebrać mu wizję ludzką. Wtedy powoli zaciera się, czy wręcz ginie słowo Bóg Ojciec, człowiek ojciec, pojawia się słowo mężczyzna. Męskość zaczyna funkcjonować jako autonomiczna sprawność i osiada na mieliźnie rozważań spychających mężczyznę ze wspaniałej głębokiej wody jego misji ojcowskiej na grząskie bezdroża konsumpcji męskości, bardzo sezonowej i rozbijającej jego osobowość w kulturze ludycznej. Również i od tej strony, dla programu wychowawczego młodego mężczyzny, młodzieńca, rozważania o ojcostwie w oparciu o źródła teologiczne są pożyteczne.
Chcę zaproponować dwie części tego rozważania. Najpierw chciałbym odnieść rozumienie ojcostwa do interpretacji słowa demut – obraz, podobieństwo. W drugiej części rozważymy pewne konsekwencje wynikające z biblijnej wykładni tego terminu.
- W poszukiwaniu znaczenia terminu „obraz” odnosimy się najczęściej do pewnych pojęć z zakresu ontologii i pytamy: kim człowiek jest? Odpowiedź może posłużyć się językiem filozoficznym: człowiek jest istotą wolną i świadomą, albo językiem biblijnym: człowiek jest właścicielem ziemi, uposażonym w przekazywanie życia, obdarzonym błogosławieństwem Stwórcy.
W szukaniu misji człowieka według opisu Księgi Rodzaju trzeba się odnieść do dwóch prawideł.
Pierwsze wynika z ogólnej zasady hermeneutycznej: całe Pismo Święte jest natchnione. Bóg, który został przedstawiony pierwszym zdaniem Księgi Rodzaju to jest ta sama Osoba, o której mówi ostatnie zdanie Nowego Testamentu. Czyli od samego początku mogę mówić o Bogu Trójjedynym. Jest nawet pewna sugestia, którą początkowo bibliści bardzo rzadko wspominali, jest liczba mnoga w czasowniku: „uczyńmy człowieka.” W szkołach egzegetów ta interpretacja trynitarna nie znajdowała zwolenników.
Jest także drugie prawidło. Pismo Święte, w całości natchnione, jest dla nas, dla każdego człowieka, do zbawienia pożyteczne (por. 2 Tym 3, 16). Należy się więc każdej ludzkiej rzeczywistości oświecenie całym Pismem Świętym. Jeżeli prawdę o Bogu Trójjedynym mamy wykorzystać w tłumaczeniu terminu „obraz i podobieństwo”, to winniśmy postawić pytanie: na ile trinitarność Boga pomoże zrozumieć głębiej człowieka, który jest Jego obrazem i podobieństwem?
Ojciec Święty w interpretowaniu tekstów biblijnych wskazuje na trynitarność jako na pewnego rodzaju klucz do scalania antropologii teologicznej. Używając wielkiego skrótu, możemy zestawić dwie prawdy teologiczne: prawdę o Bogu Trójjedynym i o człowieku, który jest stworzony do relacji komunijnej. Komunia osób to termin odnoszący się zwłaszcza do małżeństwa. Zapraszamy się więc do rozważenia pochodzenia ojcostwa mężczyzny z głębi Trójcy Przenajświętszej.
- Jakie są konsekwencje przyjęcia takiej zasady interpretacyjnej?
Kardynał A. Lopez Trujillo podczas wykładu na Wrocławskich Dniach Duszpasterskich powiedział, że rozważania o Ojcostwie Boga, o relacji Boga Ojca do człowieka, dają szansę, by spojrzeć od nowa na całą antropologię[1]. Nowość ta polega na zmianie pytań o istotę człowieka. Pytamy o człowieka według formularza pytań z dziedziny etyki, nie ontologii. A więc nie tyle kim on jest, ile kim jest wobec, w relacji. Te relacje, które ostatecznie określają Ojcostwo Boże, Synostwo Boże i miejsce Ducha Świętego, te trinitarne relacje, przeniesione w głąb relacji międzyludzkich pozwalają nam na opisanie bliżej człowieka w jego relacjach. Kimże jest więc człowiek jako ojciec wobec swojej żony, dzieci, społeczeństwa, itd.? W odpowiedzi na to pytanie, wykorzystując spojrzenie na ojcostwo ze strony relacji, chciałbym zatrzymać się na dwóch prawdach.
- Najpierw chciałbym zwrócić uwagę na pochodzenie ojcostwa w jego dynamice, tzn. w jego źródle i aktywności: skąd pochodzi i jak się objawia. Mamy cały zbiór dokumentów biblijnych, które streszcza jedno zdanie z Listu św. Pawła do Galatów: „Na dowód tego, że jesteśmy synami, Bóg posłał do serc naszych Ducha Syna Swego, w którym wołamy Abba, Ojcze” (Gal 4,6). Pochodzenie ojcostwa z Ducha i działanie Ojca w mocy Ducha postuluje szczególne spojrzenie na ojcostwo, na pedagogikę młodych mężczyzn przygotowujących się do założenia rodziny i na pedagogikę nas we wszystkich wymiarach duchowych.
Chciałbym zaproponować otwarcie nawiasu w toku tego rozważania. Nawias ten jest dosyć ryzykowny dlatego, że odnosi się do rzeczywistości naszej cywilizacji propagowanej w bardzo atrakcyjnej formie. Zastanawiałem się nad tym: skąd wzięły się te uparte, desakralizujące pomysły na rozumienie ojcostwa, na prezentowanie męskości? Myślałem, że jest to powrót do starych kultur, a nawet religii naturystycznych, gdzie bardzo centralnie ustawiano kult płodności, siłę płodności. Myślałem, że dzisiejszy świat, zrzucając z siebie wymogi moralności chrześcijańskiej, zamykając się na inspiracje Objawienia, wchodzi na poziom egipskich i babilońskich kultur i kultów płodności. Stąd męskość jest rozumiana wyłącznie w sprawności biologicznej.
Gdy spojrzymy jednak na cały szereg szczegółowych materiałów, które dzisiaj propaguje się w kulturze masowej, na propozycje, które daje się młodzieży, widzimy iż ta dekadencja sięgnęła poziomów jeszcze niższych. Byłoby obelgą dla tamtych kultur mówić, że to, co w tej chwili widzimy jako propozycje dla młodych, jest powrotem do pogaństwa, czyli jest neopogaństwem. Byłoby obelgą dla kultów przedchrześcijańskich mówić, że wracamy na ich poziom. Dlaczego? Bo w starych kulturach, o których mówię kult płodności: po pierwsze, był zawsze skojarzony jakoś z bóstwem, a po drugie, był skojarzony z ojcostwem. Był ujęty w pewne bardzo konsekwentne ramy – płodność jest znakiem bóstwa i daje życie – w których mógł się odnaleźć w swoim posłannictwie każdy mężczyzna.
Natomiast dzisiejsza kultura ludyczna, zabawowe traktowanie wszystkiego, z własnym ciałem włącznie, pozbawia mężczyznę relacji nie tylko do Ducha Świętego, do Boga, ale nawet do siebie samego. Mężczyzna nie jest na poziomie własnym. Jego ciało nie ma nic wspólnego ani z ojcostwem, ani nie odnosi się w relacjach w żaden sposób do kogokolwiek z otoczenia. Jest tu konsumpcja najbardziej prymitywna, mechanistyczna konsumpcja pewnego fragmentu fizycznej sprawności. Takie rozumienie męskości stawia przed nami jako zadanie podjęcia programu w wychowaniu rodzinnym i szkolnym.
Przeprowadziłem studium pewnych materiałów, które przygotowuje się jako propozycję dla szkół podstawowych i średnich. W tych materiałach postawiono dwie tezy. Jedna staje się zarazem postulatem: nie róbmy z Polski getta. Polska jest krajem otwartym na wszystko, co na świecie w tej chwili jest typowym zachowaniem młodzieży i człowieka dorosłego. Polska młodzież ma dostęp do szeregu propozycji produkcyjnych: tak środków antykoncepcyjnych, jak i materiałów pornograficznych itd. Nie róbmy więc z Polski getta. Dajmy młodzieży pełne zabezpieczenie.
„Bezpieczny seks” to najnowszy z terminów, który słyszymy od konferencji w Kairze. Teraz zwołano nową serię konferencji. „Kair plus pięć,” od roku 1994 do 1999 jako konferencje poświęcone przeglądowi realizacji postanowień w Kairze. W spotkaniach tych podkreśla się troskę o zdrowie – do tego dodaje się albo reprodukcyne albo seksualne zdrowie. Zdrowie i bezpieczeństwo obydwa określenia pozytywne, na które człowiek jest otwarty. W rozumieniu tych tez zdrowie i bezpieczeństwo oznacza pełne zabezpieczenie młodego człowieka przed skutkami swobodnego wykorzystania własnego ciała. Oczywiście to jest zabezpieczenie przed takimi następstwami jak: niechciana ciąża, czy zakażenia.
Druga teza stawiana w materiałach szkolnych. Skoro jesteśmy tak otwarci na Zachód, wejdźmy jak najwcześniej między młodzież, żeby jej pomóc bezpiecznie przejść przez ludyczność życia. Życie to, w jakimś przedziale czasowym, jest po prostu zabawą; na to już nikt nie ma wpływu. Ta zabawa powinna być zabezpieczona tak, jak się zabezpiecza wszystkie tereny gry, sportu pewnymi przepisami, czy fizyczną ochroną jak: kaski, obrzeżenia placu, itd. Wczesne (od klas najmłodszych) wejście szkoły z tą tematyką staje się pryncypium układania programów dla polskiej młodzieży. Jest to konsekwencja nie tylko neopoganizmu, to jest głoszenie bardzo zdehumanizowanej wizji człowieka.
Zamykamy nawias, żeby wrócić na teren teologii. Dowiadujemy się, że w mocy Ducha ma swoje źródło ojcostwo i w mocy Ducha podejmuje każdy mężczyzna swoją misję ojcowską. Od usłużenia ojcostwem w sensie fizycznym po ojcostwo we wszystkich wymiarach duchowych.
Nie bój się, Józefie, wziąć Małżonki, tzn. wziąć Jej Dziecka, bo z Ducha poczęło się to, co się w Niej poczęło. Jesteś przybranym ojcem Dziecka, które poczęło się z Ducha (por. Mt 1,20).Ktoś mógłby powiedzieć, że to Jan Paweł II w swoim bardzo głębokim, mistycznym interpretowaniu tak widzi ojcostwo św. Józefa (por. Redemptoris custos, 7-16). Wręcz przeciwnie. Boskie źródło każdego ojcostwa jest ukazane od początku Objawienia. Przybrane ojcostwo św. Józefa jest szczególną ingerencją Stwórcy w historię ludzkości. Proszę otworzyć Księgę Rodzaju, początek czwartego rozdziału zaczyna bardzo dramatyczny fragment opowiadań o człowieku, o Kainie. Tam z ust Ewy słyszymy pierwszy wykład teologii ojcostwa: „Mężczyzna zbliżył się do swojej żony, Ewy. A ona poczęła i urodziła Kaina”, a więc bardzo szczegółowa, domowa kronika odnotowująca współżycie mężczyzny i kobiety – pierwszych rodziców. „...i rzekła: Urodziłam mężczyznę z pomocą Jahwe.” Nowsze tłumaczenia częściej brzmią: „otrzymałam mężczyznę od Boga”. Ażeby nie kojarzyć tekstu natchnionego z przekazami pozabiblijnymi, według których współżycie bóstwa z córkami ludzkimi rodziło herosów, niektórzy egzegeci tłumaczą tekst bardziej teologicznie. Przekaz biblijny jest bardzo prosty: w ludzkim współżyciu Bóg decyduje o powstaniu życia z mocy Ducha.
To jest program, który powinniśmy rozpisać w naszym kontakcie praktycznym, wręcz rozpisać go na jednostki lekcyjne. Pokazać młodemu człowiekowi, że wszystko to, kim on jest z woli Stwórcy, ma być nastawione na „być dla”. Ojcostwo z natury jest skierowane do drugiego człowieka. Ojcostwo od początku do końca jest konstruowane mocą Ducha Świętego. W Duchu Świętym rodzi się każde ojcostwo w niebie i na ziemi.
- Jest drugi wniosek wynikający z etycznego spojrzenia na ojcostwo, z trynitarnego rozumienia obrazu i podobieństwa. Święty Paweł w Liście do Efezjan mówi, iż z Boga pochodzi wszelkie ojcostwo, wszelki ród bierze nazwę z Ojca (por. Ef 3, 14-16). Zastanawiałem się jak w kilku zdaniach omówić treść tego biblijnego fragmentu.
Ojcostwo Boga, z którego bierze początek ród ludzki. W zapisach biblijnych znajduję bardzo prostą pomoc. Już w opisie o Kainie, a potem w innych tekstach Biblia cytuje genealogię. Genealogia funkcjonuje jako wcielenie faktu, jako rozpisanie faktu Ojcostwa Bożego na konkretne dzieje ludzkich pokoleń. Ukazuje się genealogie aż do życiorysu Chrystusa, bo z Ojca Boga pochodzi wszelkie ojcostwo, wszelki ród na niebie i na ziemi. Genealogie ukazują to wychylenie człowieka ku drugiemu aż do stworzenia społeczności. Społeczności są rodowe. Społeczności tworzą się mocą pochodzenia z tego samego Ojca.
Zamykam refleksję dosyć niepopularnym skojarzeniem. Dzisiaj jesteśmy przyzwyczajeni do faktu, że początkiem wszelkich społeczności jest umowa społeczna. Więzami, które tą społecznością rządzą, są statuty uchwalone, a także przyjęte przez te społeczności. Ustawą zasadniczą jest konstytucja, na którą zgodziło się iluś ludzi. Ona nas obowiązuje. Jesteśmy społecznością ukonstytuowaną przez siebie, przez konstytucję. Któż by dzisiaj podnosił postulat, że przy stanowieniu prawa trzeba wziąć pod uwagę rodowody? Ryzykowne skojarzenie, które jeszcze bardziej się dramatyzuje, jeżeli ktoś nas posądza o nacjonalizm.
Wprawdzie Ojciec Święty przypomina bardzo dokładną definicję nacjonalizmu mówiąc o egoizmie, mówiąc o tym, iż grupy narodowe, które są zamknięte egoistycznie na siebie, są przykładem nacjonalizmu. Dzisiaj jednak tym słowem szafuje się we wszystkie kierunki, atakując strukturę rodową społeczeństwa. Nie ma innych trwałych powiązań ponad te, które pochodzą z odwiecznego Ojcostwa Boga i są ukonstytuowane mocą rodowodów. Prawda ta wymaga bardzo szczegółowej analizy, również od strony teologicznej.
Rodowody jako pokolenia uzasadniają wszystko, a przede wszystkim pokazują, iż Mesjasz jest z rodu Dawida. Trzeba spojrzeć na teologię, na eklezjologię; na całe nauczanie Kościoła o sobie samym. Jakim językiem mówi się tam, gdzie powstaje wspólnota, społeczeństwo sakramentalne, sakramentalno-pochodne, rodzące się z sakramentu. Trzeba zobaczyć, jak odnosi się sakrament do rodzenia. Cały szereg wątków trzeba by tu uwzględnić, by pokazać społeczny wymiar ojcostwa, które pochodzi z Ojca Jednego i rozpisuje się na rodowody.
Jest jeszcze pewien argument z tradycji, dzisiaj może rzadziej podejmowany, który potwierdza potrzebę rodowego ukonstytuowania społeczeństwa. Stawiamy pytanie: co nam bardziej imponuje ojcostwo czy prezydentura? A co z prezydentami miast? Oni są z wyboru. Jak łatwo jednak używają tytułu „ojciec miasta”? Jak łatwo noszą ojcowe imię? Jak zachowują się opiekuńczo, przywódczo, jak lubią honory te, które należą się ojcu. Coś w nas ze społecznej natury zostało mimo „demokratyzmu” cywilizacji, o której mówi się, że jest wielkim osiągnięciem. Mamy zamówienie na ojcostwo w życiu społecznym.
Jest to dowód, że współczesność nie wyniszczyła w nas tych pierwszych, konstytuujących naszą osobowość, śladów obecności Bożych decyzji w organizowaniu życia społecznego. Ojcostwo ostatecznie konstytuuje życie społeczne.
Nie dziwiłbym się gdyby w momencie, gdy wyciszy się wojna polityczna, radni miejscy przy wyborze prezydenta nie tyle pytali, ile mamy głosów z opcji takiej czy innej, kto kogo poprze, ile raczej wezwali Ducha Świętego, by wybrać ojca dla społeczności. Gdyby mieli świadomość, iż takie mechanizmy jak demokracja dopiero wtedy są skuteczne, gdy są równocześnie opatrzone skutecznością rodzenia, gdy obraz i podobieństwo Boga w ojcostwie ludzkim zostanie przeniesione na wszystkie wymiary życia społecznego.
[1] Por. Kard. Lopez Alfonso Trujillo, Ojcostwo Boga jako model ojcostwa w rodzinie, w: „Abba, Ojcze”, Wrocław 1998, 31.