Działalność naukowa i publicystyczna /

Między miłością a posłuszeństwem

Między miłością a posłuszeństwem

piątek, 17-09-1999 | autor: Ks. Bp Stanisław Stefanek | Referaty

Biskup Stanisław STEFANEK TChr

 

„MIĘDZY  MIŁOŚCIĄ  A  POSŁUSZEŃSTWEM”
II Ogólnopolskie Sympozjum Szkół Katolickich

Trzęsacz – 17 września 1999 r.

 

Miłość i posłuszeństwo. Jeśli mamy te dwa słowa spotkać ze sobą, to one już się spotkały w sposób idealny w osobie Jezusa Chrystusa. Gdyby ktoś chciał się zastanawiać, czy można te dwa słowa tak zbliżyć, że człowiek je przyjmie i harmonijnie wypełni, to trzeba powiedzieć, że one już zostały wypełnione i są faktem. W tym sensie pedagogika katolicka ma pewien wymiar, którego nie może dopatrzyć się laickie patrzenie na proces wychowania dziecka.

            Zakończymy tę krótką refleksję pytaniem: czy pedagogika katolicka, czy uniwersalna? W tym sensie - można powiedzieć – katolicka jest najbardziej uniwersalna nie tylko od strony zasad, ale i faktu. Bo ten pierwszy fakt pełnego rozwoju człowieka i całkowitej harmonii między dwoma podstawowymi postawami ludzkimi: miłość i posłuszeństwo, ten program jest wypełniony w Jezusie Chrystusie. To bardzo prosto i konsekwentnie w swoim nauczaniu przybliża Ojciec Święty. Ile razy wraca do centralnych tematów, zawsze jest osoba Jezusa Chrystusa.

Stawiając taki program: między miłością a posłuszeństwem, znajdujemy się w centrum współczesnej pedagogiki. Bo przecież podstawą wszystkich programów i eksperymentów, mniej lub bardziej udanych, niekiedy wręcz krzywdzących, to jest odkrycie wolności i zaktywizowania miłości. Jednak wolność i miłość często traktowana jest jako dobro konsumpcyjne, a nie program życiowy. Z tego tytułu trzeba wracać stale do abecadła i do rozszyfrowywania podstawowych pojęć, żeby nie zagubić się w szczegółach.

Centrum współczesnej pedagogiki, a równocześnie centrum najbardziej irracjonalnych haseł: nie tylko podpowiada się młodemu człowiekowi, że całe jego życie jest do skonsumowania, a w tym programie konsumpcyjnym najbardziej podręczną jest wolność i miłość, ale równocześnie młodemu człowiekowi podpowiada się, że posłuszeństwo to jest niewola, która ogranicza rozwój, to jest uzależnienie, które zabiera człowiekowi szansę. Natomiast miłość to jest doznanie, to jest przeżycie. W centrum tych irracjonalnych haseł staje się przewodnikiem, pewnym kluczem do wszystkiego słowo: miły. Bądź miły. Właściwie wtedy miłość wzięlibyśmy z tego słowa. Jest to rzeczownik od przymiotnika: miły. Życie nasze ma się stać miłością, byciem miłym, organizować. Na wszelki sposób miły. Wobec tego wyklucza się posłuszeństwo i miłość. Dlatego, że posłuszeństwo z natury nie jest miłe, a miłość może być tylko miła. Wobec tego te dwie postawy są nie do pogodzenia.

Równocześnie w chrześcijaństwie miłość z posłuszeństwem spotkały się w najbardziej udanym dokumencie, tj. Dekalog. W Dekalogu przy przykazaniach – niektóre są nie tylko normą, ale mają nakaz pod sankcją wykonania – w syntezie wszystkich nakazów znalazła się miłość jak zwornik i klucz. Chociaż dokładniej mówiąc, kluczem jest osoba Boga: Ja jestem Jahwe, Bóg twój, a zwornikiem jest miłość Boga i bliźniego. Synteza tak jasna, że testowany uczony zdał egzamin doskonale, gdy go zapytano: co sądzisz? - od razu zacytował, które jest najważniejsze przykazanie: przykazanie i miłość. Odważne skojarzenie. Żaden teoretyk pedagogiki współczesnej nie odważył by się powiedzieć, że wyrazem miłości jest posłuszeństwo, podczas gdy starotestamentalna reguła i doskonałe jej skomentowanie, np.: Kazanie na Górze, akurat tak zestawia te dwa słowa.

Mówi się o  tym, że miłość ma swoje wcielenie. A tym wcieleniem jest wierność. Dlaczego? Bo dzięki wierności miłość wytrzymuje próbę czasu. To jest gwarancja prawdy. Na tym podstawowym prawidle opiera się cała pedagogika. Wytrzymać próbę czasu. Dać takie zasady, które nie będą się dewaluować i nie będą się dezaktualizować. Ponieważ my wychowujemy człowieka stałego, nie sezonowego. Wychowujemy człowieka do stałych wartości, do stałych aktywności, dajemy mu trwałe postawy. Wierność przetrwa próbę czasu i dlatego zabezpiecza miłość.

Cóż to jest miłość w biblijnych definicjach? Kochać tzn. być wiernym najbliższym w rodzinie i w rodzie. Trzymać się  tych odniesień to znaczy miłować. Będzie więc tutaj Biblia od razu sygnalizować takie pojęcie jak: patriotyzm, jak rozwój: mnoży się rodzina, która jest sobie wierna, czyli się miłuje, rozszerzają się sznury namiotów – namioty poszerzają się miłością – i dopiero tak wypełnione namioty dają tytuł własności do ziemi tyle, ile tych sznurów wystarczy. Taki jest sposób zasiedlania, taka jest Księga Wieczysta w pierwotnych przekazach biblijnych. Z miłości własność. Wobec tego miłość jest prawie że równoznacznikiem dziedzictwa. Miłować to znaczy przydzielać dziedzictwo, obdarzać dziedzictwem i ten, który miłuje ma prawo do dziedziczenia, bo on jest wierny. Między miłością a wiernością przez słowo przymierza droga jest bardzo bliska.

Przeciwieństwem będzie wydziedziczenie. Nie miłował. Skutkiem oziębienia czy dramatów to było wyłączenie ze wspólnoty rodu, odebranie prawa do dziedziczenia. Wierność tradycjom ojców. Znieważenie tradycji ojców to było upodlenie. Może tak, może dlatego w tej chwili tak się uderza w ośmieszanie wszystkich wartości od miłości począwszy, a na patriotyzmie skończywszy? Tak mi się wydaje, że niektóre programy nie są przypadkowe, są próbą odcięcia nas od naszego proprium.

Co oznaczają dalsze kręgi słowa miłość? Przecież tych wyrazów miłości w Biblii jest cała gama, można powiedzieć album różnych obrazów miłości: od tej wierności rodowi, ziemi ojczystej, grobom ojców, tradycji ojców, aż do wspaniałej poezji rozmiłowanych w sobie pasterki i pasterza z Księgi Pieśni nad Pieśniami. Co oznaczają inne słowa, inne wyrazy? To jest znak zewnętrzny miłowania, pewna oprawa, liturgia miłowania. I tak długo, jak te wszystkie znaki zewnętrzne z miłością fizyczną włącznie podpowiadają wewnętrznej prawdzie, tak długo są objawieniem, upiększeniem miłości. A byłyby kłamstwem, gdyby został sam znak z pominięciem istotnej treści. Największym zagrożeniem jest według Biblii nie tyle znak nienawiści, agresji, ile znak kłamstwa w miłości: Przyjacielu pocałunkiem zdradziłeś Syna Człowieczego. To jest największy dramat miłości: przekłamanie znaku miłowania.

Czym jest posłuszeństwo według Biblii? Wspaniałe, zwłaszcza w Psalmach, strofy wypowiadające rozmaite wymiary posłuszeństwa streścić można do jednego: przylgnąć do planów Jahwe. Posłuszny jest ten, który przylgnął do osoby Boga. Ten pierwotny gest, który tak dobrze symbolizuje dziecko, gest przytulenia to jest biblijnie szczyt posłuszeństwa. Posłuszeństwo właśnie w tym geście spotyka się z miłością, ale równocześnie posłuszeństwo jest bezpośrednim wejściem w dziedzictwo, jest szansą dziedziczenia, przejęcia wszystkiego, czym jest osoba mojego ojca, matki. Stąd tyle posłuszeństwa, tak bardzo odważnego również w Nowym Testamencie tylko dlatego, że wszyscy jesteśmy na kolanach Boga. Dzisiejsza prasa, np. „Gazeta Wyborcza” nie napisałyby tego, co napisał św. Paweł np. o niewolnictwie, o posłuszeństwie królom, o posłuszeństwie panu itd. Przecież byśmy z miejsca stworzyli jakąś super teorię. Wszystkie gazety puszą się i wykrzykują, że my, przedstawiciele nauki Kościoła, propagujemy program posłuszeństwa. Dlaczego? Bo jest to przylgnięcie do Boga i jest to wejście w program, który Bóg dla nas ukonstytuował. Jest to najbardziej racjonalne zachowanie, bo On chce najlepiej, wie najlepiej. Jest to najbardziej racjonalne zagospodarowanie życia. Przylgnąć do Stwórcy.

Tak bardzo rozkrzyczana dzisiaj wolność chociażby tych kohabitantów. Już nie ma małżonków, tylko są partnerzy. Nie ma chłopak – dziewczyna, mężczyzna – kobieta  tylko jest partner, a relacja to jest kohabitacja – wspólne mieszkanie. To jest definicja współczesnej rodziny. Otóż te wszystkie hasła odnoszą się do wolności i do spróbowania: małżeństwa na próbę i wszystkie inne jego formy.

Zastanawialiśmy się nad potworną krzywdą, jaką wyrządza młodemu człowiekowi ten program. Młody chłopak, młoda dziewczyna, pierwszy dynamizm, pierwsza wiosna życia, najcenniejsze lata i te poświęcone są na próbę. Najwspanialsze wymiary ludzkiego życia do wyrzucenia, bo co to znaczy „na próbę”?  Proszę zobaczyć, jaka jest dyslogika w tej koncepcji i to się nazywa propozycja wolności, która ma dać szansę rozwoju. Jakiego rozwoju? Przecież to jest marnotrawstwo i to logicznie wpisane w sam program. Posłuszeństwo, przylgnięcie do planów, które Bóg ma wobec nas, tzn. do tego, co jest w nas uniwersalne, wieczne, nieprzemijające, bo z Jego pomysłu.

Czy katolicki to znaczy uniwersalny? A może albo katolicki, albo uniwersalny? Skąd mam to określenie?  Z bardzo wielu wypowiedzi. Zdziwiłem się, że w spisie książek MEN-owskich (świeżo ogłoszonych) dla programów wychowawczych znalazła się książka Zbigniewa Izdebskiego i Andrzeja Jaczewskiego „Kocha, lubi, szanuje. Wychowanie do życia w rodzinie.” Ponieważ znam bardzo dobrze tych autorów od wielu lat i byłbym bardzo rozczulony, gdybym się dowiedział, że oni naprawdę napisali coś, co jest o rodzinie. Okazuje się, że towarzystwo wzięło starą swoją książkę i okładki tylko zmienili tak, żeby pasowało do okólnika MEN-owskiego. Dowiaduję się od nich o różnych rzeczach, między innymi, że normy moralne, szczególnie te, które uznaje Kościół katolicki, są dość restrykcyjne i znacznie ograniczają aktywność seksualną człowieka. Natomiast państwo nowoczesne, poza normami religijnymi, które obowiązują członków określonej społeczności religijnej, tworzy bardziej uniwersalne normy, bo to są normy prawne. Mówi dalej ten zespół wychowawczy, że najtrudniejszą sytuację mają wychowawcy i etycy świeccy, czyli ci, którzy usiłują opracować bardziej ogólne niż religijne normy i wskazania w zakresie zachowań seksualnych. Po długich dyskusjach etycy świeccy opracowali ogólną zasadę etyczną, że dopuszczalne i akceptowane jest takie zachowanie seksualne człowieka, które służy zaspokojeniu jego popędu i jest źródłem jego satysfakcji, szczęścia, jeżeli tylko nie narusza ono dobra własnego lub innego człowieka albo społeczeństwa.

Uważam, że trzeba by zatrzymać się przy pojęciu co to znaczy, że normy uniwersalne poszerzają spojrzenie katolickie. Nie będę mówił o szczegółach książki, która ma być wychowaniem do życia rodzinnego, a jest po prostu podręcznikiem patologii i mogłaby służyć jako poradnik w poradni zdrowia psychicznego lub u seksuologa specjalizującego się w patologii zachowań seksualnych. Tyle ta książka ma w sobie. Osobiście zainteresowało mnie często powtarzające się w niej: katolicki, tzn. restrykcyjny, zawężający, ograniczający i niszczący szansę rozwoju człowieka. Pedagogika musi dać człowiekowi pełne szanse. Tak więc trzeba by w tym miejscu rozpocząć rozmowę. Serdeczne Bóg zapłać.