Działalność naukowa i publicystyczna /

Apostolski wymiar Rodziny Chrześcijańskiej jako znaku Miłosierdzia Bożego

Apostolski wymiar Rodziny Chrześcijańskiej jako znaku Miłosierdzia Bożego

piątek, 09-04-1999 | autor: Ks. Bp Stanisław Stefanek | Referaty

Biskup Stanisław Stefanek

 Apostolski wymiar Rodziny Chrześcijańskiej jako znaku Miłosierdzia Bożego

Dolina Miłosierdzia Bożego
Częstochowa 9 kwietnia 1999 roku

 Mamy do omówienia temat, który oparty został na trzech wiodących pojęciach: pojęcie rodziny, apostolatu, miłosierdzia. W naszym doświadczeniu życiowym bardzo prosto do każdego z tych pojęć można kojarzyć znane nam treści.

 Jakie treści kojarzą się nam z tymi trzema pojęciami?

Gdy myślimy o rodzinie, myślimy najczęściej o miejscu, w którym spotykają się osoby we wspólnocie życia, a równocześnie, w którym to wspólnotowym życiu Bóg obdarza nowym życiem każdą rodzinę ludzką. A więc przy słowie rodzina bardzo blisko pojawia się słowo osoba, to jest wspólnota osób.

Gdy myślimy o apostolacie, apostolska misja, myślimy o programie. Przede wszystkim o przekazywaniu prawdy i to tej prawdy objawionej, a więc prawdy od Boga, odnoszącej się do różnych wymiarów naszego życia. Równocześnie przy apostolacie myślimy o pewnym programie, który nazwałbym nie tylko głoszeniem prawdy, ale tworzeniem faktów, organizacji wspólnot. To co nazywamy gestem. Takim najprostszym gestem i najbardziej fundamentalnym, najbardziej z Boga pochodzącym, jest każdy Sakrament Święty. Sakrament jest faktem, jest znakiem, jest gestem, jest wydarzeniem zbawczym, w którym to sakramencie równocześnie jest głoszona odpowiednia prawda. Apostolat z sakramentem połączony jest najgłębiej.

Wreszcie słowo - miłosierdzie. Apostolski wymiar rodziny jest znakiem Bożego Miłosierdzia. Tutaj na sali są już oswojeni bardziej z teologią rodziny uczestnicy, a to dlatego, że są tu liderzy rozmaitych ośrodków, którzy przeszli przez wieczerniki, przeszli przez formację organizowaną przez Księży Pallotynów. Będzie więc łatwiej przy słowie "miłosierdzie" wychodzić głębiej poza takie pierwsze rozumienie. Natomiast najczęściej człowiek, który po raz pierwszy słyszy słowo miłosierdzie, kojarzy je sobie z pewną pobłażliwością. Miłosierdzie to łatwe przebaczenie win. Ktoś miłosierny, to znaczy nie wyciąga wniosków tak do końca z prawa. Prawo traktuje łagodniej i to w relacji do przestępcy. Właściwie miłosierdzie bezpośrednio kojarzy się nam z przestępstwem. Bo dla dobrych miłosierdzie wydaje się być niepotrzebne. Jeżeli przed chwilą usłyszeliśmy, iż jest to jedno z imion najbliższych Bogu, to jest to imię Boga, które odsłania prawdę i które jest wydarzeniem, to już zgłaszamy zapotrzebowanie na poszerzone rozumienie miłosierdzia.

Co to jest to imię? Kim jest Bóg objawiający się jako Ten, który jest Miłosierdziem?

Będziemy więc odchodzić od tego bardzo spontanicznego, można by powiedzieć, tylko na obrzeżu rozumianego, miłosierdzia jako wyrozumiałość w stosunku do przestępcy, który naruszył prawo. To rozumienie jest dla nas pewnym wstępem, pewnym przedsionkiem, natomiast cała prawda o Bożym Miłosierdziu - przez wszystkie kongresy i przez ten kongres - do końca będzie pogłębiana.

Przechodzę na teren rodziny i na teren jej apostolskiej misji w relacji, w odniesieniu do Boga, który jest Miłosierdziem. Żeby do końca tę prawdę zgłębić, musimy poczekać na światło chwały, na moment, w którym Bóg przygarnie do siebie - Bóg Ojciec Miłosierdzia, a tu, na ziemi, po kawałku docieramy, dotykamy do tej tajemnicy na tyle, na ile nam łaska Boża pozwala. Odsłonięciem, czyli wprowadzeniem w ten rejon prawdy, jest stare biblijne określenie - obraz i podobieństwo. Bóg objawił się nam w pierwszym słowie na terenie mężczyzny i kobiety. Związek mężczyzny i kobiety ustanowiony jako małżeństwo (w tym miejscu Bóg ukazał się w pierwszej odsłonie)  "na obraz boży stworzył ich". Trzeba więc przy rodzinie się zatrzymać. To jest pierwsza Biblia, którą napisał Bóg, zanim powstało jakiekolwiek słowo.

Często tłumaczę to w kontaktach duszpasterskich z rodzinami. Niekiedy są bardzo skromni rodzice, mówią: "Jesteśmy nieuczeni". Zawsze im mówię: zanim powstało chociaż jedno słowo zapisane tu, w Świętym Piśmie, zostaliście zapisani jako trwały dokument objawiającej się Bożej miłości: obraz i podobieństwo - i przez ten przedbiblijny dokument docieramy w głąb rzeczywistości Bożej.

Najczęściej rozważajac określenie "obraz i podobieństwo", myślimy o człowieku, zastanawiamy się kim, człowiek jest skoro jest na obraz Boży stworzony. Mówimy, że jest podobny do Pana Boga, bo ma rozum, bo ma wolę, bo wie, bo jest wolny, bo świadomy. Takimi określeniami próbujemy porównać siebie z Bogiem. Rzadziej mówimy o Trójcy Świętej, o Bogu Trójjedynym i o tym, co łączy Boga w tym wewnętrznym dynamizmie odnoszenia się Ojca do Syna, Ojca i Syna do Ducha Świętego. Rzadziej patrzymy na Boga, którego tak w katechezie 2000 jubileuszu Jan Paweł II nam przybliżył. Rok Syna, najpierw Rok Ducha Świętego, a teraz Rok Boga Ojca. Zresztą całe nauczanie Jana Pawła II jest tak bardzo trinitarne, tak z każdej strony wprowadzające w głąb Trójjedynego Boga. A tam dowiadujemy się, iż Bóg Ojciec poznaje siebie, miłuje, z tego poznania rodzi, z miłości posyła. Ojciec, Syn i Duch Święty to wszystko co jest wewnątrz stale dziejącym się, a równocześnie odwiecznym Bogiem. "Ojciec i Ja jedno jesteśmy" - powie Chrystus. Ojciec i Ja poślemy wam Syna mówi do swoich uczniów. Wchodzimy z wewnątrz Trójcy Świętej chociażby do Wieczernika, do tego momentu, w którym Chrystus najpełniej odsłaniał tajemnicę Trójcy Świętej w momencie Eucharystii, w momencie Golgoty, w momencie Paschalnym. Wchodzimy w tę atmosferę, to jest cudowny termin, ten który ustanowiono jako Dzień Miłosierdzia Bożego i również jako dzień tego kongresu. Jesteśmy w samym środku tego wielkiego wydarzenia, gdzie Trójjedyność Boga we wszystkich wymiarach dociera do nas i stawiamy więc sobie proste pytanie. W tamtym Trójjedynym Bogu zapisany jest człowiek - mężczyzna i kobieta - na obraz Boży, zapisana jest rodzina. Ojciec Święty powie o pochodzeniu trynitarnym człowieka. My jesteśmy z tej Księgi metrykalnej, zanim zapisze nas proboszcz w swoich księgach. Trójjedyny Bóg od wieków nas też w Księgi swoje wpisał, w swoją najgłębszą dynamikę miłowania, rodzenia, poznawania, posyłania. Taka jest ta ludzka rodzina. Takie jest jej uposażenie. W taką rodzinę wpisana jest wielka karta, jest wpisany wielki program objawiającego się Boga, który jest Miłosierdziem. Bóg, który jest miłosierdziem wpisał się w rodzinę, wpisał się w ojca i matkę - małżonków, w ojca i matkę - rodziców.

Pytajmy więc dalej: jak wpisał się Bóg Miłosierny w ramach tego ogólnego programu "Obraz i podobieństwo", jak wpisał się z tą szczególną swoją misję, czy cechą, czy przymiotem. Najlepiej, najpoprawniej przymiot Boży, jakim jest Boże Miłosierdzie. Oczywiście to nie Ojcowie Pallotyni pięćdziesiąt lat temu w Częstochowie wymyślili nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego, a nawet nie błogosławiona siostra Faustyna i jeszcze może by dalej, cofając się parę wieków. Po prostu zaglądamy do Pisma Świętego i tam spotykamy przecudowne słowa, które wprowadzają nas w głąb Bożego Miłosierdzia przy pomocy języka rodziny.

Pierwsze słowo o Bogu Miłosierdzia odnosi się właśnie, moglibyśmy powiedzieć, do ojca rodziny, bo jest to hebrajskie słowo hesed - wierność, ale i łaska, ale i miłość, ale i przymierze, ale i odpowiedzialność.

Dlaczego Bóg jest miłosierny? Dlaczego ratuje każdego grzesznika, który do Niego się zwraca? Czy dlatego, że ma miękkie serce? Nie, dlatego, że ma stałe serce, że ma wierne serce, że jest odpowiedzialny, że jest Ojcem, który zrodził wszelki ród na niebie i na ziemi. Jest to więc przede wszystkim wierność własnej ojcowskiej misji. I ktoś, kto jest sobie wierny, jest również wobec siebie stały, niezmienny, bo raz wypowiedziane słowo trwa. Dziecko jest dzieckiem. Tak więc to pierwsze słowo hebrajskie, które mówi o Bogu Miłosiernym sięgnęło do pewnych cech typowych dla dojrzałego ojca. A dojrzała osobowość to odpowiedzialność, to słowność, to opiekuńczość, to otwartość i stałość, o którą upomina się dzisiaj tylu ludzi, gdy mówi się o ojcu. Jakże karykaturalna jest w tej współczesnej subkulturze, w tej niby cywilizacji, wizja męskości.

Co próbuje świat dzisiaj zaprezentować jako receptę czy definicję męskości? Jakie cechy? Zaczyna się to od najbardziej prymitywnej konsumpcji, funkcjonalizmów biologicznych, bez jakiejkolwiek odpowiedzialności, bez jakiejkolwiek relacji do drugiej osoby, tzn. do kobiety, bez jakiejkolwiek również ojcowskiej, czyli twórczej, czyli kreatywnej czyli ku zrodzeniu dążącej aktywności. Czysty biologizm konsumpcyjny. Tam się zaczyna ta recepta na współczesną męskość, a kończy się na agresji. Męski to jest ten, który jest wybitnie agresywny.

Może pod koniec będę miał chwilę czasu, żeby dotknąć pewnych bardzo bolesnych wydarzeń ostatnich dni. Muszę ogólnie powiedzieć, że są to dni wyjątkowej antypedagogiki, są to dni wyjątkowej rany, którą zadaje się duchowi ludzkiemu, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, że jest to komentarz do paschalnego uwielbienia Chrystusa, który zmartwychwstał, zwyciężył śmierć. Ta manifestacja siły i manifestacja mechanicznej, zimnej logiki po stronie decydentów, obojętnie kim oni są,  nawet wtedy, kiedy rozumielibyśmy konieczność, dzisiaj to pięknie mówi się wyższa konieczność obrony pokrzywdzonych. Pamiętajmy, że dzisiaj ci, którzy bronią wczoraj prowokowali do agresji, wczoraj przyzwalali na czystki etniczne. Siła stała się metodą budowania społeczeństw. W tej chwili przy przepychance międzynarodowej stanęli po stronie pokrzywdzonych. To oczywiście są dosyć zawiłe komentarze do współczesnych wydarzeń, ale musimy myśleć o odwiecznym ojcostwie Boga w bardzo konkretnych zastosowaniach. To nie jest nauka dla pogłębienia wiedzy wyspecjalizowanych teologów ani dla pomnażania bibliotek, ani nawet dla duchowego pocieszenia gromadki czcicieli. To jest nauka dla zbudowania świata jutra, bo apostolat to budowanie jutra. Dlatego ojcostwo musi być materiałem logistycznym, który organizował będzie działanie narodów. To pierwsze z Bożych słów hesed: to jest wierność, to jest łaska, to miłość, to przymierze. Tyle Bóg o sobie powiedział w Starym Testamencie jako o Miłosierdziu. Tak nazwał Miłosierdzie.

Jest jeszcze drugie, bardzo bliskie nam słowo – rahemim: to jest miłość, czułość, bliskość, to jest miłość darmo dana, a dokładnie określa to łono kobiety: rahemim. Jest to jedno z wcieleń Boga. Bóg się pozwala nazywać językiem ciała i to wielokrotnie, zanim stał się ciałem. Między innymi śpiewamy w tej słynnej pieśni "Te Deum" - "Nie wzgardziłeś Panny łonem". Bóg stał się człowiekiem. Pozwolił się nazwać łonem matczynym. Miłosierdziem. Jest u proroka Izajasza piękny tekst, który powtarzany często: "Czyż może niewiasta zapomnieć o swoim nauczycielu, ta która kocha syna swego łona. A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie." Jest więcej niż łonem, więcej niż czułością, więcej niż przymusem miłości. Tym razem matczyna miłość nie tyle mówi o tej opiekuńczej ojcowskiej odpowiedzialności, ile o bliskości, o pewnym szczególnym odniesieniu między dzieckiem a matką. Jest taki cudowny tekst w "Liście do rodzin" Jana Pawła II, w którym zwraca się do mężczyzn i mówi: "Wy nie macie szansy przeżyć doświadczenia macierzyństwa tak jak wasze żony". Macierzyństwo doświadczone przez dziewięć miesięcy noszenia dziecka pod sercem jest szczególną szkołą, a mężczyzna jest w pewnym sensie pozbawiony tej szkoły. Wobec tego Jan Paweł II zachęca, by się ojcowie uczyli macierzyństwa w kontakcie ze swoją żoną w trakcie, gdy ona czeka na narodziny.

Teraz psychologowie pobudzili się nagle po tylu latach i wiekach stworzyli psychologię prenatalną. Mądrzą się, książki piszą, nagle odkrywają Amerykę  i co tam wyczuwają? Stare sprawy, rzeczy. Sięgnąć do Izajasza, sięgnąć do najbardziej pierwszych zapisów. Psychologia prenatalna to nie jest tylko umiejętność kontaktu z dzieckiem albo jakieś konstrukcje i domysły. To jest doświadczenie Pana Boga, który jest rahemim, który jest łonem, który jest Miłością przymuszoną do miłowania.

Znów odnoszę się do współczesnej niby cywilizacji. Proszę zobaczyć, jak ateizm, czyli sposób na zabijanie Pana Boga w sercach ludzkich idzie drogą dobrze rozumianej teologii. Ateiści znają świetnie teologię. Mają zresztą konsultanta, fantastycznego konsultanta, którym jest ojciec wszelkiego kłamstwa, którym jest szatan. Od początku prowadzi ich za rękę i prowadzi ich śladami, które nie marnują okazji, ażeby zaatakować Boga w jego znakach i m.in. dlatego tak bardzo zaatakowano kobiety. Najpierw zaatakowano ją w tym, co się nazywa sprzeniewierzeniem jej godności kobiecej, a więc tzw. nieludzki seks. Pozbawiono jakichkolwiek ludzkich odniesień aż do stworzenia bluźnierczych aktów, tzn. zabijanie człowieka, zadawanie śmierci na terenie rahemim, na terenie łona. Łono - Bóg Miłość staje się momentem, miejscem egzekucji. To jest zbezczeszczenie, to jest desakralizacja najgłębsza człowieka, bo dotyka Boga w człowieku, bo zabija Boga w człowieku.

Ojciec Święty w sposób przedziwny, teologicznie bardzo prosty, przebija się przez ten jazgot nienawiści wobec Boga i głosi Ewangelię Życia, a ten moment w sposób szczególny zapisuje w 99 numerze Encykliki "Evangelium Vitae" - Ewangelia Życia, w którym prowadzi te nasze kochane, a jakże sponiewierane kobiety matki. Prowadzi na Golgotę do zmartwychwstania, do wspólnoty świętych, do obcowania świętych, do terapii, tego odrodzenia, które jest tylko wtedy możliwe, gdy człowiek sięga wprost do Boga Miłosierdzia. I tu się spotyka Rahemim - Bóg Łono z pokrzywdzonym łonem. Spotyka się w zmartwychwstaniu (por. Evangelium Vitae, 99).

Jest jeszcze taka współczesna, wybitnie naukowa, eksperymentalna droga. Człowiek jak już straci głowę, a chciałem powiedzieć głupieje, to do końca traci głowę. Wpadli na pomysł, że najlepiej jak będzie nie tylko sztuczne zapłodnienie, ale łono sztuczne. Są już eksperymenty uruchomienia takiego pojemnika, w którym sztuczny człowiek byłby do końca pozbawiony jakichkolwiek ludzkich odniesień, tzn. byłby bez Stwórcy, bez Boga Miłosiernego, bez Boga bogatego w swoją czułą i bliską miłość. Taki potwór miałby być najwyższym osiągnięciem nauki współczesnej.

Jest jeszcze trzecie bardzo nam bliskie słowo, które odsłania Boga w Jego miłosierdziu językiem rodziny, językiem, w którym rodzina ma współczesnemu światu przybliżyć Pana Boga. Mam tu na myśli dwa teksty: jeden to Księga Proroka Ozeasza, a drugi to ze św. Łukasza przypowieść o synu marnotrawnym. To jest słowo też hebrajskie emet: stałość, pewność, wierność, prawda.

Jak to rozumieć? Najpierw króciutkie przypomnienie Księgi Proroka Ozeasza, bo Ewangelia św. Łukasza z przypowieści o dobrym ojcu albo o synu marnotrawnym jest bardziej znana. Ozeasz otrzymuje polecenie od Boga jako prorok, aby wziął za żonę kobietę uliczną, prostytutkę, ponieważ trzeba tej kobiecie przywrócić jej godność, ma zostać żoną i matką. Została sponiewierana  i od razu jest wyjaśnienie: "Lud mój odszedł ode mnie, jest sponiewierany w swojej wierności, a Ja jestem Bóg, który jest wierny i dlatego ty jako znak mojej wierności idź tej kobiecie przywróć godność. Ale Gomar, owa żona nie wytrzymała, nie dotrzymała wierności i uciekła z mężowego domu. W tym momencie dochodzi do szczytu tego udramatyzowania Bożej wierności. Wszyscy byśmy tę kobiet potępili z wyjątkiem Ozeasza, który do końca pełni rolę sługi słowa Jahwe. Bóg polecił mu, aby ta kobieta mogła rozwijać się w godności, w pełnej godności matki i żony i dlatego jej niewierność nie może mu przeszkodzić. Idzie za nią, szuka. To że znalazła się na pustyni, to że opuścili ją wszyscy, to że wzgardzili nią jej kochankowie, to mu wcale nie przeszkadza. On tego nie bierze pod uwagę. Bierze pod uwagę jedno słowo Jahwe i Jego święte polecenie. Mówi do swojej niewiernej żony: "Poślubię cię znowu na wieki". Poślubię przez sprawiedliwość, prawo, miłość, miłosierdzie, wierność. Pięć słów odsłania Boga. Kim jest Bóg? I to słowo „miłosierdzie” zostało otoczone ładem takich słów jak: sprawiedliwość, prawo, miłość, wierność.

Mówimy o tym, iż jest to oblubieńcza miłość. Miłość, która łączy męża i żonę, łączy w jedno i ta ich wierność, która przetrwa nawet momenty zdrady, ta wierność staje się na wieki trwałym dorobkiem duchowym. Oczywiście w oparciu o Boże zasady, w odniesieniu do każdego naszego czynu ludzkiego. Zawsze sięgamy na zaplecze Bożej wszechmocy, gdy nam się kończy cierpliwość. Bóg w swojej cierpliwości, stałości, pewności, wierności, wchodzi ze swoim emet ze swoją łaską, która jest też imieniem Miłosierdzia.

Jeszcze inaczej przy synu marnotrawnym, przy dobrym ojcu. Tym razem relacja między rodzicami a dziećmi. Właściwie tam dwóch synów nie tylko występuje na scenie ale obydwaj odchodzą od tego, co jest sercem ojcowym. Jeden i drugi syn mają podejście do całej rzeczywistości, również do swojej osoby i osoby ojca, mają to podejście językiem rzeczy opisane, językiem majątku. Jeden mówi: "Daj mi majątek". Całe swoje szczęście oparł o możliwości majątkowe, trwonienie tego majątku. Drugi pracuje i widzi tylko dorobek w wymiarze majątkowym i każde naruszenie majątku uważa za największe nieszczęście. Ani jeden, ani drugi nie widzi ojca. Ojciec jest albo właścicielem majątku, który można zanieść, albo stróżem majątku, który ma mnie przypaść. Ojca nie widzi. Natomiast ojciec widzi obydwu synów, ojciec widzi tylko synów. Wychodzi naprzeciw tego, który nie miał zamiaru wrócić w ojcowskie objęcia. On wracał tylko do ojcowej spiżarni, do ojcowej stołówki i do ojcowej pracy. On nie wybierał się do ojca. Tamten stał na podwórzu nie chciał wejść z powodu utraconego majątku. Nie chciał być ani z bratem, ani z ojcem. To on, ojciec, odsłania i przestawia myślenie swoich synów. Obydwóch nawraca na swoje miłosierdzie. To miłosierdzie, które przebacza marnotrawnemu, stawia go ozdobionego w pierścień, szatę i czyni uczestnikiem uczty.

Jak cudownie w tej modlitwie Jana Pawła II na Rok Boga Ojca zaproszeni jesteśmy na ucztę, odziani w odzyskaną godność. To jest kapitalne, to jest niesamowicie teologiczne, bardzo pastoralne, a przy okazji tak piękne, tak poetyckie. Takie strofy może układać tylko wielki artysta, teolog, pasterz i mistyk. W tej modlitwie, w pierwszej strofie: "Odziani w odzyskaną godność, w szatę odzyskanej godności zasiadamy na ucztę, na uczcie ojcowej". Kapitalna sprawa komentująca doskonale ten temat, który sobie rozważamy. My jesteśmy w rodzinie, która jest z Boga i która Bogiem Miłosierdzia przybliża światu te najważniejsze prawdy.

Jak rodzina ma roznosić, czyli apostołować, czyli rozdawać ten Boży obraz zapisany w niej. W jaki sposób? Ojciec Święty pięknie na ten temat mówi w "Liście do rodzin", zwłaszcza w tym rozdziale, który mówi o miłości wymagającej, który mówi o cywilizacji miłości. Mamy świat obdarzyć doświadczeniem. Świat ma się w rodzinie zaopatrzyć w prawdę, w dobro i w podziw wobec każdej osoby.

Najpierw doświadczenie prawdy, tej najprostszej, tej, którą dziecko poznaje w kontakcie z ojcem, z matką, najpierw z matką. Doświadczenie prawdy rodzi akt wiary. Najbardziej fundamentalne doświadczenie, które wciąga nas w głąb ludzkich osób przez to, że wierzymy ludziom i przygotowujemy się do wielkiego zawierzenia, zawierzenia Bogu.

Drugim doświadczeniem jest doświadczenie dobra, bezinteresownego daru, tego niewyrachowanego gestu. Dobro. Na doświadczeniu dobra opieramy odzew, który nazywamy nadzieją, rodzi się w nas nadzieja. Nadzieja w kontakcie z ludźmi aż do cnoty teologicznej, tzn. do nadziei w Bogu. Bardzo światu współczesnemu potrzebna jest nadzieja.

Wreszcie trzecie doświadczenie, tj. entuzjazm na widok drugiego człowieka. To jest to o czym mówi Ewangelia, a ściśle mówiąc, Jezus w Ewangelii: "Kobieta, gdy rodzi, boleje, bo przyszła jej godzina, ale gdy urodzi, cieszy się, bo człowiek się narodził". To jest paschalne doświadczenie. Jest życie. Radość na widok życia. To jest uczucie, które ostatecznie utrwala naszą miłość. Wiara, nadzieja, miłość. Trzy cnoty, te odnoszące się do Boga, bardzo potrzebne w naszym kontakcie z ludźmi. To wszystko są wnioski konkretne wynikające z faktu, że Bóg Miłosierny przez rodzinę dociera do nas w tym bardzo prostym, doświadczonym, codziennym geście. I na tym doświadczeniu opiera się cały program.

Ojciec Święty takie zestawienie nam daje dla naszego codziennego ułatwienia, dla ułatwienia w poruszaniu się, a więc przeciwko egoizmowi, program altruizmu: nie ja, wielkie ego, wielki egoista, wielki pępek świata, wielki jedyny. Nawet jeżeli to wielkie jest bardzo intelektualnie uzbrojone. Jest taki egoizm ducha, są tacy mędrcy, są tacy prorocy myśli wielkich intelektów, są tacy zbawcy, którzy uznają, że tylko ich rozum światu pomoże. Każdy egoizm jest przeciwny Panu Bogu. Altruizm, tzn. widzę drugiego człowieka, jestem dla drugiego.

Z egoizmem łączy się druga bardzo groźna choroba, którą nazywamy indywidualizmem. To skoncentrowanie się na jednym pojedynczym człowieku. Niekiedy nawet genialnym, ale bez kontekstu z innymi geniusz staje się tyranem. Pierwszym programem dla indywidualizmu jest program, który mógłbym nazwać bardzo ryzykownym słowem, tj. komunizm, ale oczywiście w rozumieniu biblijnym. Dlatego Ojciec Święty używa słowa komunia tj. komunijna wspólnota. Wielki program rozbudowany w teologii Jana Pawła II, komunia rozpoczynająca się od rodziny, bo to ciągle jest z rodziny wzięta. Komunia osób,  pierwsze ogniwo, podstawowe ogniwo więzi społecznej.

W ten sposób dochodzimy do bardzo skonkretyzowanej syntezy. Miłosierdzie Boże rozpisane na różne słowa, przełożone językiem rodziny na konkrety, staje się programem bardzo skutecznym, programem tworzenia nowej cywilizacji, nowych społeczeństw. Mówimy, że przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę, tj. powiedzenie Ojca Świętego z Familiaris Consortio. Równocześnie z tą samą mocą trzeba powiedzieć, przyszłość ludzkości jest w Miłosierdziu jako sposobie na budowanie społeczeństw. Miłosierdzie, świat rodzinny, świat uformowany na wzorze rodzinnym, świat, który sięgnął w tajemnicę Boga Miłosiernego, tj. po prostu świat Boży, a Boża Społeczność jest naszą przyszłością.

Dziękuję bardzo.