W rodzinie miłość nie stawia warunków. Kwiecień 2009
niedziela, 12-04-2009 | autor: Ks. Bp Stanisław Stefanek | Artykuły w Różańcu
Jedynym środowiskiem, w którym czujemy się dzisiaj całkowicie bezpieczni, jest rodzina.
Najpierw przeczytajmy fragment Ewangelii św. Jana (J 9,1-41) o uzdrowieniu niewidomego od urodzenia. Niewidomy żebrak, człowiek z marginesu, nie miał żadnych życiowych szans. Uczniowie Jezusa postawili Mu pytanie: kto zgrzeszył – ten niewidomy czy jego rodzice? Panowało wówczas powszechne przekonanie, że kalectwo jest następstwem grzechu. Odpowiedź Jezusa to inne spojrzenie na niepełnosprawność: ani on, ani jego rodzice, ale by objawiły się sprawy Boże. Nie mówimy o nieszczęściu, ale pytamy: jakie zadanie dał Bóg człowiekowi, którego spotkało nieszczęście. Co Bóg chce mi powiedzieć? Nie człowiekowi cierpiącemu, ale mnie. Takie pytanie powinni postawić sobie najbliżsi, bo to przede wszystkim do nich była skierowana Jezusowa odpowiedź.
Człowiek czy paragraf?
Faryzeuszy nie interesowało to, że niewidomy widzi. Oni ocenili ten fakt inaczej: ten, który go uzdrowił, nie może być z Boga, bo naruszył przepis szabatu. W polemikach z nimi Jezus posługuje się argumentem: „Jeżeli syn któregoś z was albo wół wpadnie do studni, któż z was nie wyciągnie go nawet w dzień szabatu” (por. Łk 14,5). Prawo odpoczynku – tak, ale jest ono dla człowieka, ma pomagać mu porządkować życie, a nie być jego panem. Nie ma takiego prawa, które byłoby przeciwko człowiekowi! Czy takie rozważania dzisiaj są nam potrzebne? Wiemy, że w niedzielę idzie się na Mszę świętą, ale jeżeli trzeba pilnować chorego czy małe dziecko lub wykonać konieczne prace, to mamy rozeznanie, jak postąpić. Spróbujmy postawić pytanie inaczej: człowiek czy paragraf? Popatrzmy szerzej, co liczy się bardziej: ekonomia czy człowiek. Na przykład: jestem już w wieku, że nie wszystkie zabiegi należałyby mi się, gdybym musiał się leczyć. Ekonomia mówi: zostawić go, on już jest nieproduktywny... Pojawia się ciągle myślenie, kierujące się zasadami eugeniki, by oczyścić społeczeństwo z tzw. słabych jednostek. To jest najbardziej masowa agresja, przemoc w białych rękawiczkach, którą stosuje się wobec różnych osób, a zwłaszcza wobec dzieci nienarodzonych. Nawet tam, gdzie pod pretekstem spełnienia pragnień dokonuje się zapłodnienia pozaustrojowego, tzw. in vitro, tam też stosuje się przemoc wobec tych, których sztucznie powołano do istnienia. Wciąż myślę o tych selekcjonerach, o lekarzach, laborantach, którzy na szkle kwalifikują, które embriony mogą dalej żyć i rozwijać się w kierunku pełnej sprawności, a które należy zostawić ich losowi, niech giną. Zapłodnione embriony, te najsilniejsze, przeznacza się do implantacji. Ktoś powie, co to ma wspólnego z szacunkiem dla osoby ludzkiej? To jest dokładnie ta sama szkoła myślenia: albo od samego początku widzi się człowieku pełną godność ludzką, albo traktuje się go jako rzecz, którą rządzi prawo, ekonomia, ewentualnie interesy społeczne. Ta współczesna agresja w białych rękawiczkach jest szeroko rozpowszechniona. Gdy patrzę na niektóre domy dla osób starszych, a nawet całe narody, to widzę, jakie są upośledzone... Ileż jest w świecie dyskryminacji, podziałów!
Zamknięcie serca to niepełnosprawność
Wszelkie działania na rzecz programu promocji osoby ludzkiej, tworzenie klas integracyjnych, przygotowywanie miejsc, szlaków komunikacyjnych to znak, że wśród nas dochodzi do głosu pełne rozumienie uszanowania człowieka. Dlaczego? Dlatego, że człowiek został stworzony na obraz Boży. W Chrystusie Jezusie obraz ten osiągnął pełnię, On jest pierwszym pośród wszelkiego stworzenia. To, co jest Boskie w nas, jest nieprzemijalne i nie podlega funkcjonalnej sprawności i niesprawności. Np. człowiek nieprzytomny nie jest pozbawiony istotnej relacji do natury Boskiej. To jest pierwsza kwalifikacja, którą człowiek powinien mieć zawsze przed oczami, gdy myśli o drugim. Będąc z Boga, jesteśmy jak Osoby w Trójcy Przenajświętszej – nie dla siebie, lecz dla drugiego. Egoizm jest patologią. Zamknięcie serca – to jest prawdziwa niepełnosprawność. Mówiąc o człowieku, o życiu narodzonym i nienarodzonym, wciąż powołujemy się na prawo. Prawo ma jednak zawsze szczeliny. Nawet najbardziej doskonałe otrze się o egoizm, czyli o patologię serca. Zawsze znajdzie się ktoś, kto odwróci się od człowieka i – albo w majestacie prawa, albo wykorzystując najrozmaitsze sposoby omijania prawa – zaatakuje go. Zostaje tylko jedno środowisko, gdzie do końca jesteśmy bezpieczni, jesteśmy w komfortowym otoczeniu – to jest właśnie rodzina. Gdy w rodzinie rodzi się dziecko niepełnosprawne, to zostaje ona wyposażona w odpowiednie zdolności i pokłady miłości. Mamy liczne świadectwa rodzin, które opiekują się osobami niepełnosprawnymi. Ona nie tylko humanizują otoczenie, ale pokazują właściwy poziom miłości społecznej, doznają szczególnego uszlachetnienia i usprawnienia serca. Zdrowa rodzina, niedotknięta rakiem egoizmu, to najlepsze środowisko dla rozwoju człowieka.
bp. Stanisław Stefanek TChr
Tekst pochodzi z miesięcznika „Różaniec” kwiecień 2009 (Dział: Wiara i życie; str. 26-27)