Rodzina kołyską życia i miłości. Maj 2009
wtorek, 12-05-2009 | autor: Ks. Bp Stanisław Stefanek | Artykuły w Różańcu
W rodzinie dziecko uczy się, czym jest prawda, dobro i radość obcowania z drugim człowiekiem.
Patrzenie na człowieka odbywa się na dwóch poziomach. Najpierw – spojrzenie naszych oczu, a więc rozeznanie przez zmysły, ale może być też spojrzenie, które zostało ubogacone światłem Ducha Świętego, objawieniem, Bożą nauką. Ten pierwszy poziom najpełniej realizuje się w obrębie rodziny. I to nie tylko wówczas, gdy dziecko uczy się pierwszych słów: „mama, tata”..., kiedy mówi: „ja, ty, my”... Nie tylko wtedy, kiedy uczy się pierwszych gestów, ale również, gdy zaczyna przyjmować do swojego serca i umysłu pierwsze zasady współdziałania.
Doświadczyć wartości
Najpierw dziecko otrzymuje prawdę w postaci prawdziwych odpowiedzi na stawiane pytania. Dowiaduje się, co to jest stół, jedzenie, nóż, ubranie itd. Prawdziwa informacja budzi w dziecku przekonanie, które nazywamy wiarą. Dziecko wierzy swoim najbliższym, bo jest dobrze informowane. Bardzo niebezpieczne są pomysły, by dziecko oszukiwać, niby w dobrej wierze, dlatego że jest małe, że jeszcze nie rozumie... Rozczarowanie odkryciem kłamstwa jest pierwszym zranieniem, jakie może dotknąć dziecko. Ono buduje swoją wiedzę o świecie na wierze, tzn. na w przekonaniu, że otrzymuje prawdę. Drugą przestrzenią jest przekazane dobro. Dziecko otrzymuje opiekę, wyżywienie, poczucie bezpieczeństwa. Doświadczenie dobra w człowieku rodzi nadzieję, zaufanie. Mam zaufanie, wiem, że na domowników mogę zawsze liczyć. Gdy biegnę w ramiona ojca, matki, to biegnę w dobrym kierunku. Trzecia przestrzeń to radość z obecności drugiego człowieka. Dobrze, że jesteś – piosenka ta jest niezwykle głęboka, sięga aż do odpowiedzi, którą Mojżesz otrzymał na swoje pytanie: „Jakie jest Twoje imię? (...) Jestem” (por. Ej 3,13-14). Obecność przy mnie drugiego człowieka wywołuje radość, a radość wypełnia uczucie, które nazywamy miłością. Miłość jest bezinteresowna, otwarta, dziękczynna, radosna względem drugiej osoby. I tylko z jednego powodu: dobrze, że jesteś. Bardzo pięknie przygotowują rodzice dziecko, gdy jego braciszek lub siostrzyczka jeszcze czeka na narodziny. Dziecko wie i cieszy się dlatego, że będzie druga osoba. To jest przepiękna szkoła tej prawdziwej miłości. Szkoła wiary, nadziei i miłości pozwala przezwyciężyć nasze naturalne skłonności do indywidualizmu. Małe dziecko odruchowo wkłada wszystko do buzi. Mówimy: ono jeszcze nie rozumie, trzeba je uczyć! A co powiedzieć o społeczeństwie, w którym każdy ciągnie do siebie. Jesteśmy nieraz jako społeczeństwo na poziomie tych maleństw, które jeszcze nie rozróżniają.
Kształcić właściwe postawy
W rodzinie, zanim mały człowiek przeniesie pierwsze oceny ze szkoły, najpierw spotyka się z podziwem z powodu osiągnięć właśnie w domu. Najprostszym sukcesem jest samodzielny pierwszy kroczek, potem kolejny. Nauka chodzenia może być cudownym sposobem na budowanie poczucia bezpieczeństwa i własnej wartości u dziecka. Będąc podziwianym, dziecko dochodzi do różnych sprawności, a one prowadzą do współpracy z drugim człowiekiem. Przez dzielenie się z drugim, częstowanie drugiego, dialog uczy się tych pierwszych gestów szacunku do drugiej osoby: babcia przyszła, ciocia przyszła, trzeba się przywitać, trzeba wstać... Takie postawy, jak: ofiarna pomoc i poczucie sprawiedliwości, funkcjonują w pełni tylko w rodzinie. Przykładem były i są modlitewne spotkania w czasie pielgrzymek papieskich. Wtedy tysiące, setki tysięcy ludzi, w zgodzie, we wzajemnym szacunku, wzajemnie sobie pomagając, dochodzą do takiego poziomu bycia, podróżowania, wzajemnego odnoszenia się, że budzi to podziw nawet u krytycznych obserwatorów! Jak to jest możliwe, żeby w takiej masie ludzi dojść do tego rodzinnego, spokojnego, bardzo bliskiego traktowania drugiej osoby? Na zakończenie katechezy jeszcze dwa dopowiedzenia. Najpierw: osoby starsze w rodzinie a trzecie pokolenie. W relacji tej następuje bardzo klasyczny wzorzec wymiany darów. Najpierw babcia czuwa nad wnuczkiem, wychowuje wnuczkę, a potem wnuczka biegnie ze szkoły szybko, bo babcia leży w łóżku i trzeba jej podać obiad. Ale mamy też inne przykłady, zwłaszcza na Zachodzie. Dobrze uposażeni emeryci zwiedzają świat, przesiadują w restauracjach i kawiarniach. Ale potem kończą w domach, gdzie za tę samą emeryturę otrzymują szklankę wody. Chociaż bardzo dobrze prowadzone są te domy, to daleko im do rodzinnej atmosfery. Po drugie – wspólna przestrzeń: mieszkanie wspólne, wspólny stół, ogród. Mamy bardzo piękne domy, gdzie jest kuchnia, salon i własne pokoje. Proszę zaobserwować, gdzie przebywamy najchętniej. Im więcej tego indywidualistycznego nastawienia, tym szybciej zamykamy się we własnych pokojach. A im bardziej rodzina zachwyca się sobą, tym więcej domowników kręci się przy kuchni i we wspólnym salonie. Doradzają sobie, opowiadają itd.
bp. Stanisław Stefanek TChr
Tekst podchodzi z miesięcznik „Różaniec” maj 2009 (Dział: Wiara i życie; str. 26-27)