Z nauczania bpa Stanisława Stefanka TChr /

2003.10.16 - Intronizacja Chrystusa Króla

2003.10.16 - Intronizacja Chrystusa Króla

czwartek, 16-10-2003 | autor: Ks. Bp Stanisław Stefanek | Homilie

Jubileusz 25-lecia pontyfikatu Jana Pawła II

Intronizacja Chrystusa Króla

 Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łomży - 16 października 2003 roku

 Ty jesteś Piotr-Opoka, na tej opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi będzie  związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi będzie rozwiązane w niebie (Mt 16, 18-19).

 

Najmilsi w Panu! Najpierw niech serce nasze wypełni świadomość i radość, że znaleźliśmy się w historycznym momencie dziękczynienia za 25 lat posługi na Stolicy Piotrowej Jana Pawła II, że doczekaliśmy się takiej chwili, w której możemy przeżywać ten wyjątkowy w dziejach Kościoła jubileusz. Radość, że znaleźliśmy się tu, w świątyni, w której w sposób szczególny głoszone jest orędzie Bożego Miłosierdzia w naszej ukochanej Łomży. Na tych błoniach, 4 czerwca 1991 roku stał On – Jan Paweł II, sprawując Eucharystię. To miejsce stało się wtedy widocznym znakiem całego Miasta, Polski, świata.

Dziś Sanktuarium wypełniają wierni, poczty sztandarowe, które czytelnie uświadamiają nam fakt, że jesteśmy społecznością zorganizowaną, bo każdy sztandar jest takim znakiem i taką pełni rolę: gromadzi i opisuje wspólnotę. Obecni są również reprezentanci różnych środowisk z Władzami Miasta na czele. Jesteśmy wiec zorganizowaną, miejską społecznością. Mamy również świadomość, iż w sposób szczególny miasto Łomża odpowiedzialne jest za przewodzenie całemu Kościołowi łomżyńskiemu. To dobrze, że roznosi się nasz głos przez fale radiowe do wielu domów, do wielu parafii. A tam, o tej porze, w każdej świątyni sprawowana jest Eucharystia. Dzięki temu nasze zjednoczenie w Bogu, Chrystusowy Wieczernik jest jeszcze liczniejszy. Tak jak tu, w znaku zjednoczonej Łomży, tak w każdej świątyni, także na Placu Świętego Piotra w Watykanie – ta cząstka Kościoła partykularnego przez sprawowanie Eucharystii jest tym Kościołem, o którym słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii św. Mateusza, o którym pisze św. Łukasz w Dziejach Apostolskich.

Od początku swego istnienia Kościół przeżywa z jednej strony ogromne poczucie bezpieczeństwa, komfort, pewność, że bramy piekielne go nie przemogą, a z drugiej strony doznaje próby wiary i cierpliwości, daje wielką ofiarę poprzez niezliczoną ilość męczenników, przeżywa najrozmaitsze wstrząsy wewnętrzne, rozdarcia, schizmy, apostazje, zgorszenie. Taka jest nasza świadomość i taka radość, bo w glinianych naczyniach możemy nosić skarb niezmierzony.

Jakie prawdy należy rozważyć w tym historycznym momencie? Idąc za wskazaniem Ewangelii Mateuszowej, mamy wejść między uczniów, którzy zgromadzili się wokół Jezusa pod Cezareą Filipową, i mamy zdać egzamin, tzn. odpowiedzieć na pytanie, które Chrystus stawia: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? Jesteśmy otoczeni apostołami i przeżywamy chwilę ustanowienia Głowy Kościoła. Przed rozpoczęciem Eucharystii podziękowaliśmy Bogu i Jego Matce za tę Głowę Kościoła. Dziękowaliśmy na kolanach, odmawiając Różaniec święty, śpiewając uroczyste „Te Deum”. W tej chwili, w uświadomieniu wspólnotowym dziękujemy za Kościół, który zbudowany jest na widzialnym znaku jedności – na Opoce.

Jest pewien argument, wprawdzie negatywny, ale trzeba go przypomnieć. Widzimy, jak różne wspólnoty przez wieki odłączały się od Kościoła Chrystusowego. Jednym z pierwszych haseł, które zbuntowane wspólnoty wygłaszały, było odrzucenie Głowy, odrzucenie prymatu papieskiego, roli Piotra. Taki fałszywy krok spowodował, iż te wspólnoty rozpadały się na niekończącą się ilość najrozmaitszych grup, sekt. Teraz wszystkie chętnie nazywają się kościołem, zapożyczając sobie nazwę z Chrystusowej wspólnoty. Powtarzam, jest to argument negatywny i pewne ostrzeżenie dla nas, historycznie bardzo bogato udokumentowane. Równocześnie jest to pozytywne zaproszenie do tego, byśmy weszli wewnątrz naszej wspólnoty, poznali siebie i z tym większą świadomością zaczęli odpowiadać na pytanie Jezusowe: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? Od poprawnej odpowiedzi na to pytanie zależy nasze trwanie przy Głowie i zależy nasza żywa, bardzo żywa chrześcijańska miłość ku Bogu i człowiekowi.

Jeszcze jeden argument negatywny – po to, żeby się tym bardziej zmobilizować. Obserwujemy we współczesnym Kościele katolickim pewne tereny wyziębienia, w których ludzie ochrzczeni zapominają o Bogu, o ładzie moralnym, lekceważą święte zobowiązanie oddawania czci Bogu, lekceważą niedzielę, bagatelizują wierność małżeńską. Są to obszary wyschłe, wyziębione. Także na tych terenach, gdybyśmy się bliżej zatrzymali, zawsze dostrzeżemy bardzo charakterystyczną prawidłowość. Tam, gdzie ludzie błędnie odpowiadają na pytanie: kim jest Jezus Chrystus, tam stawiają wielki znak zapytania na temat roli Piotra, papieża, wręcz kontestują jego nauczanie, wyciszają jakikolwiek głos z Watykanu. Jest to bardzo charakterystyczne, wielce niepokojące zjawisko.

Jeżeli więc my, jako żywy Kościół, chcemy od nowa uradować się naszą wspólnotą, patrząc w przyszłość, to znów – powtarzam – odpowiedzmy na pytanie: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? Odpowiedź Apostoła brzmi: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego.

Najdrożsi! A dla nas, tu zgromadzonych w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łomży, jaka jest na tę chwilę powinność? Jaką odpowiedź dać Jezusowi, abyśmy mogli z nadzieją patrzeć na jutro naszej rzeczywistości?

Usłyszeliśmy bardzo piękny komentarz i padło wiele słów związanych z pobytem, z modlitwą Ojca Świętego na naszym terenie. Usłyszeliśmy też opinię o naszej Diecezji zredagowaną przez Prymasa Polski. Można by ją zamknąć w słowach: dynamika, rozbudowa... I to jest powód do radości.

Charakterystyczna dla naszego środowisku jest najogólniej rozumiana przynależność do parafii. Jestem przekonany, że 99% mieszkańców naszego terenu wie, do jakiej parafii należy, co wcale nie jest tak oczywiste w wielu dużych miastach Polski czy świata. To świadczy o naszej świadomości, że jesteśmy chrześcijanami, że jesteśmy katolikami, że mamy parafię. Tę świadomość wypowiadamy dosyć wysokim procentem uczestnictwa w niedzielnych Mszach świętych, poprzez korzystanie z sakramentu Bożego Miłosierdzia przy okazji Wielkiej Nocy. Można dokładnie powiedzieć, jaki procent wiernych, którzy mogli być u spowiedzi, zlekceważyło ten obowiązek. My jesteśmy tą wspólnotą, która wie, że należy do Piotra, i że za nim odpowiemy Jezusowi: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego.

Ale – i tutaj spójrzmy krytycznie na siebie – czy rzeczywiście w codziennym, bardzo osobistym życiu, konsekwentnie postępujemy w ślad za tą świadomością? W ostatnich dziesiątkach lat mamy wiele sygnałów, które mówią o tym, iż łatwo poddajemy się fali nastroju i obyczaju społecznego. A przy tym mamy wszyscy poczucie pewności, że jesteśmy chrześcijanami. Mimo tej pewności trudno nam stanąć twarzą w twarz z Jezusem i powiedzieć Mu: Ty jesteś Mesjasz, zwłaszcza, gdy to Ty jesteś Mesjasz wymaga konsekwentnej postawy z naszej strony. Trzeba nam bowiem przeczytać najpierw Dziesięć Przykazań, a potem Osiem Błogosławieństw i znaleźć się we wnętrzu tej duchowości, która jest bardzo konkretnym wyznawaniem Boga w obyczaju, w cywilizacyjnym zachowaniu każdego z nas. Co więcej, mamy jeszcze jedną świadomość, iż ta odpowiedź osobista może być dla nas coraz trudniejsza. Dlaczego? Ponieważ ostatnie dziesięciolecia wieją na nas tym „wiatrem”, który wysusza z wartości i religijnych praktyk wiele regionów należących do Kościoła.

Nie czas dzisiaj mówić o tym „wietrze” głębiej i szerzej. Ale spękana, spragniona Boga ziemia, została przykryta sztucznym dywanem świeżej, zielonej trawy po to, aby było piękniej. Tak dzieje się na wielu terenach zwłaszcza zachodnich krajów Europy. Narzucono nam pewną ogładę cywilizacyjną. Wyłączono żywą religię, żywe związanie z Bogiem i w to miejsce zainstalowano nam nowoczesne środki po to, abyśmy nie mieli świadomości, że należymy do ludzi ubogich duchem. Nazywa się to humanizmem. Oczywiście nie wymaga on żadnej pielęgnacji: bo sztuczna trawa, piękny trawiasty, suchy dywan, może latami leżeć, najwyżej go od czasu do czasu przetrzepiemy. On nie wymaga nawożenia, przycinania, podlewania, on nie ma korzeni. Przez te nowoczesne obyczaje staliśmy się taką sztuczną otuliną. Dlatego coraz trudniej będzie nam powiedzieć Jezusowi: Ty jesteś Mesjasz. Dlatego coraz trudniej będzie nam osobiście stanąć przed Jezusem i mieć takie przeświadczenie: „Jezus jest moim Panem.”

Osobiście wielokrotnie doznaję szczególnej pociechy, gdy przychodzi do mnie ktoś w starszym czy młodszym wieku i zaczyna rozmowę od takiej bardzo prostej informacji: o swojej wierze. To są krótkie pytania: Jak ja wierzę? Kim jest dla mnie Bóg? Coraz częściej mamy świadomość, że nie wystarczy ogólne przynależenie do parafii. Potrzebna jest każdego dnia osobista, bardzo osobista rozmowa z Bogiem. Potrzebne jest umawianie się z Bogiem na mądre rozwiązania życiowe.

Najdrożsi! Teraz jeszcze dwa dopowiedzenia. Najpierw zwróćmy uwagę na fakt, iż za chwilę poszczególne stany, środowiska naszego Miasta powiedzą Jezusowi: „Ty jesteś Panem”, oświadczając, że z tym wyznaniem trzeba iść każdego dnia i zdawać egzamin. Trzeba mądrze odpowiadać na pytanie Jezusa spod Cezarei Filipowej. To jest intronizacja, to jest zaproszenie Jezusa do serca, na mój osobisty tron, tam, gdzie w moim sercu jest dla Niego miejsce.

Chciałbym, aby ten moment, który za chwilę będzie naszym wspólnym, społecznym, poważnym aktem, rozpoczął pogłębioną pracę duchową nad naszym osobistym powiązaniem z Bogiem. Bo jeszcze trochę czasu minie,  a nie tylko w rozmowach rodzinnych, ale i w życiu społecznym będziemy udawać, że Łomża nie była nigdy ochrzczona i zawsze należała do społeczeństwa, które posługuje się jakimś dziwnym językiem, bez Imienia Boga, bez znaku Krzyża świętego, bez odniesienia do Przykazań Bożych i bez jasnego uwielbienia Chrystusa, zwłaszcza w niedzielną Mszę św.

Tak więc pierwszym dopowiedzeniem, jest wskazanie na  ten akt społeczny, którym rozpoczynamy wielką pracę nad pogłębianiem naszego łomżyńskiego skarbu, gromadzonego już od tysiąca lat. W 2009 roku przypadnie tysiącletnia rocznica śmierci św. Brunona – Apostoła naszych ziem. Właśnie w relacji do tej rocznicy, w sposób szczególny, czujemy odpowiedzialność za ziarno zasiane przez Misjonarza Męczennika, wielkiego Europejczyka, wielkiego Patrona ładu międzynarodowego, mediatora miedzy Polakami i Niemcami, mediatora w Imię Chrystusa, w imię przyjaźni ludzkiej. To, co dzisiaj się dzieje w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łomży, jako akt uroczysty, w mocy Władzy Miasta i reprezentacji społecznych, to jest nasze rozpoczęcie pracy w odniesieniu  do millennium św. Brunona.

Dlatego tak bliskie nam są prace wykopaliskowe, którymi zajmują się specjaliści na Wzgórzu św. Wawrzyńca, a także nowa budowa świątyni pw. św. Andrzeja Boboli. Będzie to najbliższy świadek tamtej pierwszej świątyni. Będzie to równocześnie symbol łomżyńskiego XXI wieku w nawiązaniu do innego misjonarza naszych ziem, też męczennika, tym razem zakonnika, Polaka, Jezuity – św. Andrzeja Boboli. On w Łomży przez cztery lata był dyrektorem szkoły dla młodzieży, tu głosił kazania, siał ziarna Ewangelii, namawiając do osobistej odpowiedzi Jezusowi na pytanie: Za kogo Mnie uważacie? To jest nasz program. Dlatego tak energicznie wchodzimy w ten przepiękny teren, ażeby przedłużyć widoki oznaczone Katedrą, innymi świątyniami, Sanktuarium Miłosierdzia Bożego i łomżyńskimi błoniami. Błonia te będą mówić wieki całe o odwadze ówczesnych władz i o ofiarnym wysiłku kapłanów. Wchodzimy w to dziedzictwo i chcielibyśmy je niezwykle pieczołowicie zachować, rozwinąć i ukazać przyszłym pokoleniom.

Teraz drugie dopowiedzenie, chociażby w największym skrócie. Każdego ucznia trzeba przygotować do egzaminu. Jeżeli Chrystus powiedział: będziecie uczniami moimi, jeżeli powiedział Apostołom: idźcie i nauczajcie, to powiedział: „idźcie i ustanawiajcie uczniów”, idźcie i sprawiajcie, by każdy umiał zdać egzamin, by prawidłowo odpowiadał na Jego pytania. Jeżeli taka jest nasza powinność, to wejdźmy w szczegóły. Będziemy do tych szczegółów wracać wielokrotnie w najbliższych miesiącach i latach.

            Zatrzymajmy się najpierw przy dzieciach, które idą do I Komunii św. Mamy najmłodszych wprowadzić w osobisty kontakt z Chrystusem. To jest bardzo ważny teren, a dzisiaj wcale nie łatwy i mimo tej tradycyjnej poprawności nie do końca uspokajający nasze serca. I Komunia św. – wtedy już dziecko musi umieć rozmawiać i odpowiadać na pytania Jezusa. Musi się tego uczyć.

Drugi okres szczególnej pracy to sakrament bierzmowania. Stąd taki, już wieloletni wysiłek, aby w sposób prawidłowy dojść do każdego z tych młodych ludzi i nauczyć ich mówienia o Bogu i do Boga własnym życiem i własnym słowami w czasie modlitwy. To czas bierzmowania.

Jest wreszcie czas najmniej w tej chwili przez nas widziany i bardzo rozmaicie organizowany: to jest czas przygotowania do małżeństwa. Ile mamy odpowiedzialności nie tylko wobec tej drugiej osoby, której mam powiedzieć: „biorę sobie ciebie za męża / za żonę”. Tak, ale żeby ta decyzja była skuteczna i trwała, trzeba najpierw powiedzieć: „bierzemy Chrystusa do siebie, wprowadzamy Go na tron naszych młodych, rozkochanych serc.” Dopiero wtedy, kiedy On zostanie intronizowany między małżonkami, dopiero wtedy można powiedzieć: Nasze serca nigdy nie zwiędną i nie zmrozi je jakakolwiek pomysłowość współczesnych obyczajów. Będziemy żywym społeczeństwem, które cieszy się rumieńcem zdrowych rodzin

 To bardzo ważny okres, bardzo ważny trzeci obszar naszej pracy.

Wreszcie czwarty etap, najdłuższy, po zawarciu małżeństwa, tj. duszpasterstwo rodzin, szczególnie młodych małżeństw. Na tym terenie pojawi się chrzest św., pojawi się każda rodzina, która niesie dziecko do źródeł odrodzenia. To jest praca wśród szerokich środowisk wiernych wg rozmaitych programów. Są różne wspólnoty i grupy: jest Odnowa w Duchu Świętym, Kościół Domowy, są Rodziny Nazaretańskie, Koła Różańcowe i inne wspólnoty modlitewne. Wszystkie te prace musimy w jakiś sposób nie tylko koordynować, ale je zaadresować w jedno miejsce – prowadzić na spotkanie z Chrystusem.

Idziemy uczyć się zdawania egzaminu. Osobista, moja z Jezusem więź i odpowiedź: Ty jesteś Mesjaszem. Bardzo ważny i bardzo odpowiedzialny dla wielu animatorów, a przede wszystkim dla duszpasterzy program. Wypowiadam go z całą świadomością, wypowiadam go rozradowany, że może go usłyszeć Łomża, że mogą go potwierdzić stojące poczty sztandarowe, że za chwilę będą mogły powtórzyć słowa zawierzenia, słowa zaproszenia, słowa intronizowania, słowa meldunku i gotowości, będą mogły je powtórzyć kolejne usta począwszy od kapłańskich, a skończywszy na głosie Pana Prezydenta. Zapraszam więc wszystkich przedstawicieli, niech staną przed Chrystusem i niech powiedzą: Ty jesteś Panem, Ty jesteś Mesjaszem! Tak my uważamy, bo tak nam mówi Piotr Opoka, bo tak nam mówią wieki, bo tak Ty mówisz w mocy Ducha Świętego.  Amen.